KS. CZESŁAW STANISŁAW BARTNIK

 

Czy Kościół katolicki negatywnie ciąży na losach narodu polskiego?

Od niepamiętnych czasów panowało przekonanie, że religia warunkuje pomyślny los wspólnoty ludzkiej, ludu, narodu i państwa; formuje je, daje im "duszę zbiorową", podtrzymuje je w istnieniu, pozwala im skutecznie działać i rozwijać się. Przekonanie to opierało się na głównej prawdzie religijnej, że Bóg jest twórcą społeczności ludzkiej oraz jej najwyższym rządcą: auctor et rector. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa w imperium rzymskim toczyły się długie spory, która religia: rzymska czy chrześcijańska bardziej odpowiada życiu społecznemu, jest bardziej państwotwórcza i która decyduje faktycznie o losach Rzymu. Oczywiście, wyznawcy religii starorzymskiej, jak Julian Apostata, Honoratus Servius, Symmachusowie, Aporius Praetextatus, Nicomachusowie i inni uczeni głosili, że to z winy chrześcijaństwa upadł kult bogów rzymskich, a zwłaszcza kult bogini Wiktorii ("Zwycięstwo") i państwo się rozpada, nadchodzą klęski militarne i polityczne, wybuchają wojny lokalne i na Rzym uderzają fale barbarzyńskie. Ponadto chrześcijaństwo jako religia łagodności, pokoju i życia wewnętrznego okazuje się ­ według nich - za słaba, by tchnąć w państwo siłę, porządek, ducha zdobywczego i by animować ludzi do udziału w życiu publicznym, bez czego imperium rzymskie stanie się łupem krwiożerczych Germanów i Hunów. Na zarzuty te odpowiadali obszernie: św. Augustyn w De civi­tate Dei, Paweł Orozjusz w Historiarum adversus paganos libri VIl, św. Leon Wielki w Traktacie 82 (o historycznej roli Rzymu Piotrowego) i inni. Starali się wykazać, że chrześcijaństwo jest błogosławieństwem dla Rzymu, że Rzym pogański według zamysłu Bożego przygotowywał właśnie grunt pod ideę społeczeństwa uniwersalnego i Kościół tchnie w imperium rzymskie wyższego ucha.

Coś podobnego, choć w postaci bardziej radykalnej, powtarza się obecnie w Polsce. U nas,- mówiąc krótko - toczy się zażarty spór o to, co decyduje o losach narodu i państwa: religia czy ateizm. Poglądy katolików, że prawdziwa religia jest opoką dla całego życia społecznego, w tym dla narodu i państwa, są podważane przez grupę polskiej inteligencji z pozycji historycznych, politycznych, kulturowych i ideowych. Oczywiście, cała rzecz będzie przedstawiona przeze mnie w wielkim skrócie.

1. Były - i są - zarzuty, że naród polski i państwo Mieszka I, przyjmując chrześcijaństwo łacińskie, związały swój los z Kościołem łacińskim, z Rzymem papieskim i z Zachodem. Uważa się, że Polska wygrałaby raczej, gdyby się związała z Bizancjum (które w 1054 r. zerwało swoje więzi z Rzymem); z kulturą wschodnią, ze Wschodnią Słowiańszczyzną, zwłaszcza z Rusiami (Kijowską, Włodzimierską, Halicką, Suzdalską, Moskiewską i innymi). Mówi się zatem, że dla Polski byłoby lepiej, gdyby się kiedyś związała z kulturą wschodnią, prawosławną i rosyjską.

Odpowiedź. Zarzuty te stawiają przeciwnicy Zachodu, zwolennicy Kościoła greckiego i rosyjskiego, panslawiści i różnego rodzaju rusofile. Dołącza się także odruch antygermański i antyromański oraz sympatia do imperium rosyjskiego i do wschodniego mistycyzmu oraz emocjonalizmu. Tymczasem wydaje się, że oś ewolucji ludzkiej idzie raczej poprzez świat zachodni, który ma więcej cech twórczych, jest bardziej praworządny, humanistyczny, bardziej strzeże praw osoby ludzkiej i jest mniej zakłamany w sobie, no i wreszcie prześcignął wszystkich, jeśli chodzi o rozwój techniki. Przyjęcie chrześcijaństwa wschodniego pogrążyłoby nas w świecie wschodnim, a przede wszystkim doprowadziłoby nas do przyjęcia prawosławia jako religii państwowej, do politycznego wasalatu w stosunku do Moskwy, aż do utraty tożsamości polskiej na obszarach niezmierzonego imperium rosyjskiego, rządzonego zawsze bagnetem i knutem.

2. W reakcji przeciwko chrześcijaństwu w czasach romantyzmu, na początku XX wieku oraz w czasach komunizmu grupa ludzi zakwestionowała związek Polski z religią chrześcijańską w ogóle. Ich zdaniem plemiona wchodzące w skład państwa polskiego winne były zachować religię słowiańską (pogańską) z kultem Peruna Wielorakiego (Świętowit, Rujewit, Jarowit-Jaryło) i pierwotną kulturę własną, przeciwstawiając się wszelkim zachodnim i wschodnim wpływom zewnętrznym. Przyjęcie chrześcijaństwa i uleganie kulturze zewnętrznej miałoby być zdradą tradycji, religii własnej i rodzimej kultury. Tym samym miałoby to być zniszczeniem tożsamości polskiej.

Odpowiedź. Zarzuty te wyswają rasiści, skrajni nacjonaliści i hermetyczni ksenofobiści. Podobnie rasiści niemieccy chcieli odrodzić religię pragermańską z Wodanem Odynem), bogiem wojny na czele. Jednakże rodzima religia polska, choć należy mówić o niej z szacunkiem, nie była religią historycznie objawioną, nie miała zdecydowanej wizji rzeczywistości, miała dosyć niską etykę, przyjmowała ofiary z ludzi i nie wywierała większego wpływu na życie. Polska kultura zaś była pod wieloma względami mniej rozwinięta od zachodniej, choć miała dużo łagodności, co zresztą doskonale harmonizowało z Ewangelią Jezusa Chrystusa. Z kolei kultury na wschód od Polan stały niżej od polskiej. Stąd to Polska krzewiła kulturę zachodnią i własną na Wschodzie. Do dziś zresztą stoi przed nami zadanie przygotowywania Wschodu pod zasiew Ziarna Ewangelicznego.

3. W historiografii pojawiły się zarzuty, że Polacy dali się wciągnąć przez Stolicę Apostolską w niepotrzebne dla nas wojny z Tatarami, Turkami, Arabami (udział w wyprawach krzyżowych, walki z Mongołami, opieranie się inwazji tureckiej na Europę, jak Warna, Chocim, odsiecz wiedeńska). Gdyby też nie nasze wystąpienia zbrojne, uproszone przez legatów papieskich, to - ich zdaniem - nasi późniejsi wrogowie (Austriacy, Niemcy, Moskale) byliby osłabieni, nam zaś nic realnie nie zagrażało. Ponadto idea walki o "waszą wolność" miała być głupotą polityczną, wpisaną na karb katolicyzmu (np. niewiele ponad sto lat po Wiedniu Austria stała się naszym zaborcą).

Odpowiedź. Nasz udział w wyprawach krzyżowych był raczej symboliczny i miał na celu właśnie nasze korzyści polityczne, śluby krzyżowcze naszych władców duchowieństwo zamieniało przeważnie na pielgrzymkę do jakiegoś sanktuarium polskiego. W ogólności zaś Polska, walcząc z wyznawcami islamu, broniła słusznej sprawy, całej Europy, a więc i siebie samej. Nikt nie przypuszczał wówczas, że Turcja nam ostatecznie nie zagrozi. A mogło się stać z nami to, co się stało z Bułgarią i niektórymi krajami bałkańskimi, pozostającymi w niewoli tureckiej ok. 500 lat. Ze strony Polski to był idealizm polityczny i szlachetny solidaryzm europejski. W polityce - wbrew poglądom barbarzyńskim - nie można się kierować jedynie własnym, egoistycznym interesem. Polityka, zarówno powszechna, jak i lokalna, winna być schrystianizowana, nie może być dzika i antyludzka. Wszystkie państwa krwiożercze upadły: Rzym, Aztekowie, Asyria, ZSRR. Współpraca zaś ze Stolicą Apostolską to służba wiecznej sprawie człowieka.

4. Niektórzy ludzie uważają, że związanie się Polski z katolicyzmem było powodem niższego rozwoju gospodarczego, przemysłowego, urbanistycznego. Pozostawało to w przeciwieństwie do krajów o silnych wpływach protestanckie , jak Niemcy, Anglia, Kraje Skandynawskie, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

Odpowiedź. Na zarzut "niedorozwoju" krajów katolickich trzeba odpowiedzieć, że protestantyzm umożliwił - zresztą ubocznie - ów rozwój materialny, ale z wielką szkodą dla samego człowieka. Na czym to polegało? Otóż protestantyzm wpłynął na wycofanie z życia etyki ewangelicznej z poddaniem wszystkiego materialnym prawom dżungli. Bogaci, a także grabieżcy, drapieżnicy, oszuści społeczni, dorobkiewicze mogli się piąć po trupach robotników, chłopów, proletariatu, nawet dzieci i kobiet. Ewangelia im w niczym "nie przeszkadzała", bo przestała ich obowiązywać jako sprawa prywatna, marzycielska, emocjonalna. Stąd rozwinął się taki krwiożerczy kapitalizm, a następnie wilczy dla drugich "liberalizm" jednostki i neoliberalizm. Kraje katolickie natomiast rozwijały się wolniej, bo w nich obowiązywała etyka ewangeliczna i nie wolno było rozwijać życia materialnego kosztem życia bliźnich. I dziś w Polsce elity społeczno-polityczńe, wiedzione nienawiścią do katolicyzmu i chęcią nielegalnego obławiania się gospodarczego, starają się wyrzucić Ewangelię z życia publicznego, żeby mogły bez skrupułów uchwalać sobie kolonizatorskie prawa "zdobywców" i grabić wszystko dla siebie, dla swoich klik, obracając ogół obywateli w armię nędznych niewolników, przypisując sobie "chwałę. biznesmenów".

5. Komuniści marksistowscy zarzucali, że Polska straciła swoje dziejowe szanse przez to, iż nie przyłączyła się w całości do "przodującego" Związku Radzieckiego, a nawet podejmowana zbrojny i polityczny opór: w latach 1918-1920; 1939 oraz 1944-1956 (do roku 1956 w Polsce działał zbrojny ruch oporu przeciwko bolszewizmowi). Za wszystko miał być odpowiedzialny "wsteczny" katolicyzm, który współdziałał z Rzymem Starym, a gardził "Rzymem Trzecim", czyli Moskwą, która niosła ludom "wyzwolenie prawdziwe". Inne wyznania w Polsce: prawosławie, protestantyzm, judaizm; Kościół narodowy itp. poddały się - rzekomo słusznie - totalitarnym rządom Moskwy w Polsce, tak zresztą było jeszcze od rozbiorów. Należy żałować, że bodajże więk­szość niekatolickiej inteligencji polskiej poszła za bolszewizmem.

Odpowiedź. Komunizm radziecki poniósł sromotną klęskę i cały "obóz postępu" okazał się obozem samounicestwienia dzikiego. Miała to być antyreligia, a faktycznie ujawniła się sama nędz ideowa.

6. Marksiści (i prawosławni) atakowali Kościół katolicki za niezależność od państwa, uważając to za imperializm polityczny. Przy tym za wzór podawali prawosławie i inne wyznania i religie, że wzorowo słuchają władzy państwowej, także ateistycznej. Katolicyzm zaś miałby być "hamulcem postępu społecznego", gdyż nie poddał swojej istoty władzy państwowej: Stalina, partii ateistycznej, administracji publicznej, służb tajnych. Do dziś dużo ludzi w Polsce dziedziczy te poglądy. Dla nich niezależność Kościoła od państwa oznacza "pychę katolicką".

Odpowiedź. W wielu państwach starożytnych, jak w Egipcie Asyrii, Babilonie, Persji, można było uważać władcę za boga, a państwo za boskie, tożsame z Kościołem. Dziś jednakże uważanie notorycznego mordercy i psychopaty, Stalina, za boga, a zbrodniczej partii za boską ma już wszystkie cechy nie tylko nędzy i podłości intelektualnej, ale także pełnej dewiacji socjospołecznej. Jak mogła inteligencja krajów "realnego socjalizmu" bolszewizm uznać za religię i postawić go na miejscu Kościoła? Kościół katolicki, który nie chciał przypisywać Stalinowi i innym przywódcom partii przymiotów boskich, został ogłoszony za wsteczny, za ciemnogród, za "chory psychicznie" (była Czechosłowacja). Kiedy odrzuci się Boga, to pojawiają się demony. Obecnie w Polsce znowu szerzy się astrologia, spirytyzm, New Age i zwykłe bałwochwalstwo.

7. Są formułowane zarzuty, jakoby Polska jako katolicka nie przystawała do współczesnej cywilizacji i nie nadawała się do życia w nowej Europie. Ataki takie przypuszczają ateiści totalni, ateiści "publiczni" (gospodarczy, polityczni, kulturowi, społeczni), zwolennicy "państwa bez Boga", sekularyści, skrajni liberałowie. Religię, zwłaszcza katolicką, uważają oni za zło i przyczynę zła we wszystkich dziedzinach życia, a ateizm publiczny , (prywatnie może ktoś wyznawać religię, byle nie publicznie) za szczyt postępu oraz za dobro i źródło wszelkiego dobra. Przeważnie nie atakują innych wyznań i religii, bo po prostu uważają je już za obumierające, a ponadto buntują je przeciwko katolicyzmowi, żeby go osłabić.

Odpowiedź. Ateizm obnaża swoją nędzę ludzką, zło i pesymizm nie tylko w krajach pomarksistowskich, ale także na Zachodzie, gdzie całe życie publiczne staje się chore, puste i beznadziejne.

8. W okresie nihilizmu etycznego szerzy się przekonanie, że w historii opłacają się jedynie "środki przemocy", a nie łagodne, szlachetne, etyczne, a więc los narodu ma wkuwać zadawany innym gwałt, mord, podbój, zniewalanie, totalne zakłamanie, jak robili to hitlerowcy, bolszewicy, polpotowcy i inni. Tylko tacy mieli być "ludźmi historii". Ewangelia natomiast miałaby być źródłem słabości. Chce się zatem odrzucić etykę religijną, objawioną, szlachetną, oraz zakwestionować odpowiedzialność, dyscyplinę, karność, obowiązkowość, służbę innym. Dochodzi do poglądów, że Bóg jako autor etyki szlachetnej jest największym "zagrożeniem" narodu i państwa. Dlatego też rozwija się satanizm, to jest "religia bez Boga", albo z szatanem jako "złym bogiem", na miejsce "Boga dobrego". Tylko te zbiorowości mają być wolne, szczęśliwe, "godne imienia ludzkiego", które odrzucają etykę i służą antywartościom.

Odpowiedź. Jest to typowy syndrom dekadencki końca XX wie­ku i końca II tysiąclecia. Atak na etykę uniwersalną (katolicką) jest przejawem najgłębszej degeneracji duchowej dzisiejszych społeczeństw. Tu nie chodzi o sam fakt wykroczeń, które przecież zawsze były i będą, dopóki człowiek jest wolny i kształtuje swoją osobowość. Chodzi o to, że zło moralne, jak ludobójstwo, zniewalanie innych, negowanie ducha, czczenie siebie samego jako boga itp., dawniej uważane za niemoralne, dziś są uważane za dobro, za najwyższe wartości, za "nowoczesność". A to już niszczy samo człowieczeństwo, zarówno indywidualne, jak i społeczne.

Od strony pozytywnej należy ogólnie powiedzieć, że zarzuty przeciwko społecznotwórczemu i historiotwórczemu charakterowi Kościoła katolickiego nie wynikają z faktów, lecz z propagandy, ideologii i kompleksów. Ich ostatecznym źródłem jest ateizm, zdrada ideałów ludzkich, ucieczka od wyższej ętyki i odruch niszczenia wartości. Tymcza­sem Bóg jest dobry dla wszystkich ludzi i narodów bez względu na to, czy są katolickie, czy nie. Jedynym warunkiem jest pozytywna odpowiedź na zbawczy apel Boży. Gdy człowiek, jako jednostka lub cały naród, odpowiada pozytywnie na Boże wezwanie, wyrażone w życiu religijnym i świeckim, wtedy odnajduje siebie samego i staje się współtwórcą swojego losu, przede wszystkim w zakresie duchowym.

Kościół katolicki na mocy posiadanych darów Bożych daje swoim ludom moc spełnienia się w stopniu absolutnym (zbawienie), komunię z Osobami Bożymi, wieczne istnienie, nieutracalne szczęście i cel najwyższy. Jest to osiąganie przez człowieka stanu osoby, która jest bytem najdoskonalszym. Personalizacja ta ma charakter w zasadzie wewnętrz­ny, ale wpływa również na stan zewnętrzny, i materialny. Religia katolicka daje w istocie duszę społeczną, strukturę wieczności i wymiar nieskończony jakiegoś istnienia w głąb, i to wszystko przyczynia się do realizacji idealnego człowieka jako jednostki i jako narodu, także w życiu doczesnym.

Religia katolicka daje najbardziej wzniosłą i uniwersalistyczną wiedzę etyczną, której brakuje ateizmowi i religiom partykularystycznym. W ślad za wiedzą daje "pęd do życia", możność zniweczenia zła moralnego oraz doskonałość. W życie indywidualne i zbiorowe tchnie system najwyższych i uporządkowanych wartości: prawdy, dobra, piękna, wolności, pokoju, czystości duchowej... Daje podstawy pod miłość społeczną, zgodę, harmonię, umiłowanie świata jako stworzenia Bożego. Nade wszystko Kościół katolicki jest gigantyczną instytucją sensorodną. Bez tych sensów szerzy się materialistyczny pesymizm życia, marność istnienia, masowe samobójstwa, wilczość społeczna, nieodpowiedzialność, brak perspektyw, niewola namiętności i podeptanie człowieczeństwa jako takiego.

Również w Polsce Kościół katolicki otwiera nieskończone perspektywy ludzkie, kreuje doskonałe osobowości, realizuje idealną zbiorowość ludzką, krzewi najwyższe szlachectwo ducha. Daje jedność wszechludzką, uniwersalizm, ustawia nasz naród w centrum bytu. Otwiera nam scenę wszystkich wieków. Wprowadza do serca wspólnoty narodów. Daje komunię wszechludzką. Inspiruje najwyższą kulturę ducha. Daje równość międzyludzką. Ukazuje ostateczne cele. Staje się nauczycielem i wychowawcą, a także sługą każdego człowieka. Jest pełen wyrozumiałości, miłosierdzia i łagodności. Chroni przed pustką, tragizmem, nihilizmem i nicością. Wspiera suwerenność, wolność, moce twórcze. Daje trwanie, nadzieję, ciszę bytu. Jest znakiem Ręki Ojca Przedwiecznego, na której żyjemy.

 
   
 

[ STRONA GŁÓWNA | TEKSTY | LINKI | OJCIEC | DZIADEK |O MNIE |ARCHIWUM | E-MAIL ]