Mgr inż. Jerzy Dołęga-Chodasiewicz, syndonolog

 

 

Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca

Całun Turyński jest tym płótnem pogrzebowym, w którym spoczywało martwe ciało Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela, po zdjęciu z krzyża, i na którym zostało ono odbite w sposób do dzisiaj przez człowieka nie wyjaśniony. Dlatego nie dziwi nas, że moce zła wszelkimi możliwymi sposobami starały się i starają nadal podważyć jego autentyczność. Całun ukazuje wizerunek Jezusa, który dokonał swej Ofiary w końcowym momencie swej zbawczej misji. Jest więc ikoną zbawienia dokonanego w posłuszeństwie i miłości Syna do Ojca, co jest niezgłębioną tajemnicą. Całun jest opatrznościową prowokacją dla współczesnego świata, dla nas, którzy wchodzimy w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa w pełni cywilizacji technicznej i z wielkimi możliwościami nauki. Właśnie dzięki nim Całun pokazuje światu, że Chrystus naprawdę żył, cierpiał, umarł i zmartwychwstał w ciele chwalebnym w sposób, którego ta nauka nie potrafi wyjaśnić. Całun to właśnie pokazuje, przedstawia 700 ran Zbawiciela i Jego martwe ciało w stanie stężenia pośmiertnego (rigor mortis), którego doskonałe odbicie na płótnie nie mogłyby pozostawić żadne zwłoki zwykłego człowieka. "Prawdziwie Ten był Synem Bożym" - stwierdził na Golgocie rzymski setnik w chwili śmierci Jezusa (Mt 27,54). Wizerunek całunowy pozostaje nadal tajemnicą dla nauki. Niezwykle zasłużony dla światowej syndonologii (zespół nauk badających Całun) wybitny amerykański fizyk atomowy prof. John Jackson (dawniej z NASA, obecnie z uniwersytetu w Colorado, USA) powiedział: "Na bazie procesów fizyko-chemicznych do dziś poznanych możemy stwierdzić, że wizerunek całunowy nie może istnieć, lecz on istnieje, mimo, że nie potrafimy wyjaśnić, jak się utworzył". A zatem jest to wizerunek, który nie może istnieć - oto opinia nauki końca XX wieku. Przez sto lat (1898-1998) nikt nie znalazł nic fałszywego w tym znalezisku archeologicznym, jakim jest Całun Turyński. Wszystkie uczciwe wyniki jego badań, prowadzonych przez różne dyscypliny nauki w tym stuleciu wykluczyły hipotezy fałszerstwa, a przecież przy obecnych możliwościach nauki, aby udowodnić, że jakiś obraz - dzieło artysty lub ludzkich manufaktur - jest falsyfikatem, nie potrzeba stu lat! Nie wystarczy bowiem stwierdzić, że Całun pochodzi, na przykład, ze średniowiecza, ale problem w tym, że trzeba wykazać, w jaki sposób on został wykonany. Nikt przez sto lat nie mógł udowodnić, że Całun jest fałszerstwem i, co zadziwiające, nauka końca XX wieku również nie może tego udowodnić! Wizerunek na Całunie na progu trzeciego tysiąclecia nadal pozostaje dla nauki "Tajemnicą, która trwa" i jest przez uczonych określany jako Unikat, Osobliwość lub Fenomen nie możliwy do powtórzenia przy zachowaniu wszystkich poznanych dotąd jego fizyko- chemicznych właściwości. Grób skalny dany do dyspozycji uczniom Jezusa przez Józefa z Arymatei stał się sensu stricto "laboratorium" dla powstania tego jedynego wizerunku "nie ręką ludzką uczynionego" (acheiropoieta). W atelier grobu Józefa sam Jezus był artystą i tematem swego wizerunku, który jest Jego autoportretem, jak się wyraził jeden z włoskich syndonologów, Orazio Petrosillo. Najpierw na grobowym płótnie pojawiła się krew Chrystusa, która weń wsiąkła w wyniku bezpośredniego kontaktu z większymi, świeżymi jeszcze skrzepami krwi na ciele, zaś obraz samego martwego ciała powstał po ok. 36 godzinach jako skutek fenomenu fotoradiacji w chwili Jego tajemniczego zniknięcia z płótna i grobu, tj. chwalebnego Zmartwychwstania. Wizerunek całunowy jest więc według opinii nauki absolutnie unikalny i bardziej drogocenny niż wszystkie dzieła artystyczne ludzkiego geniuszu razem wzięte. Przed Całunem nie można zostać obojętnym. Jeśli prawdopodobieństwo, że wizerunek na nim przedstawia zmarłego Jezusa, ma najwyższą wartość tak, że staje się synonimem pewności (według uczonych wynosi 1:200 000 000 000), to serce kochające Go spontanicznie otwiera się na wołanie: "To jest Pan!" Przez naukę bowiem poznajemy, a przez wiarę rozpoznajemy. Kontemplując wizerunek Pana nie postrzegam go jako wyniku utlenienia i odwodnienia powierzchniowych włókien lnianego płótna, lecz widzę obraz Krwi Chrystusa i na jej tle wizję Jego Ciała. "Będą patrzeć na Tego, którego przebili" (Iz 53,5; Za 12,10; J 19,37). Proroctwo to dotyczy po dwudziestu wiekach także nas, patrzących na Całun, dzięki niemu znajdujemy się w jakiś sposób na Golgocie patrząc na Tego, którego przebili za nas wszystkich. Mistrzyni kontemplacji, św. Teresa z Avila, w swych pismach usilnie poleca "abyśmy, póki żyjemy w tym ludzkim ciele, mieli przed oczyma Chrystusa Pana w ludzkiej postaci Jego" (Życie, 22,9). Wizerunek ciała Syna Bożego na Jego grobowym Całunie skierowuje nas bowiem na Ojca. Powiedział to sam Jezus: "Kto widzi mnie, widzi Tego, który mnie posłał" (J 12,45), zaś w innym miejscu odpowiadając na pytanie apostoła Filipa: "Kto mnie widział, widział także Ojca" (J 14,9), gdyż Bóg niewidzialny stał się widzialny w Jezusie Chrystusie. Wizerunek całunowy będąc w doskonałej zgodności z ewangelicznym opisem męki, śmierci i złożenia w grobie Jezusa, był od dawna przez teologów nazwany Piątą Ewangelią Męki Chrystusa, Jego Krwią napisaną. Potwierdził to także Ojciec św. Jan Paweł II określając Całun jako "Świadek niemy, lecz niezwykle wymowny" tych wydarzeń Paschalnych. Niemy lecz przemawiający prosto do serca, bo ono nam mówi: "To jest Pan". W 1994 roku Jan Paweł II zwracając się do syndonologów włoskich powiedział m.in., że "Jezus zostawił Całun obok sakramentów, blisko sakramentów. Całun jest znakiem miłości, pomocą w odkrywaniu bogactwa sakramentów, jest nawet ikoną Eucharystii, gdyż ukazuje Ciało i przechowuje Krew Chrystusa. Jest znakiem Jonasza dla naszych czasów". "To jest Pan" - jest to pewność, która rodzi się nagle w duszy mistyków, której też doznawał umiłowany uczeń Pana, św. Jan Ewangelista, gdy rozpoznawał Mistrza po Jego zmartwychwstaniu. Dlatego jest to poznanie najwyższe. Jan wskazał nam drogę do kontemplacji Oblicza Chrystusowego. Oblicze to było wzorem dla całej ikonografii Zbawiciela od VI wieku. Jest to więc Oblicze nad wszystkie inne twarze Jezusa tworzone ręką ludzką przez wieki. Według Kościoła Wschodniego za prawdziwy portret Jezusa uważa się Jego wizerunek zwany Mandylionem Edeseńskim, który współcześni historycy i ikonografowie traktują jako kopię twarzy Jezusa z Jego grobowego płótna (Sindonu). Uczeni potwierdzają obecnie tę starożytną tradycję wynikami badań z zakresu informatyki przy pomocy komputera. O pięknie twarzy zapowiadanego Mesjasza pisał już psalmista: "Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich, wdzięk rozlał się na twoich wargach" (Ps 45,3). "Chwała Boża jaśnieje na Obliczu Chrystusa" - mówi św. Paweł (2 Kor 4,6). Oblicze Jego na Całunie jest rzeczywiście pełne światła. Całun ukazuje je w majestacie śmierci, lecz, jak powiedział papież Pius XI w 1936 roku, "każdy patrzący nań mimo przymkniętych powiek czuje na sobie spojrzenie Chrystusa spoza powiek. Oblicze to emanuje pięknem i naprawdę boską jasnością". Całun je ukazuje nam na moment przed zmartwychwstaniem. Jest więc on również ikoną Zmartwychwstania i zawiera w sobie syntezę dokonanego Wydarzenia Paschalnego. "Szukam, o Panie, Twojego Oblicza" (Ps 27,8). Całunowa Twarz jest tą, którą Chrystus chciał nam pozostawić w chwili Zmartwychwstania i ona towarzyszy nam na drogach naszego życia. Przy końcu wieków ujrzymy Go twarzą w twarz. To pełne dramatyzmu milczenie w majestacie śmierci, emanujące z tej twarzy, pozwala nam już tu na ziemi pozostawać w jakiś sposób z Chrystusem twarzą w twarz. Mamy ten przywilej. Nadludzkie piękno całunowego Oblicza przenika wnętrze człowieka jak miecz. Jego spojrzenie smutne i głębokie dociera do serca tak, jak do serca Piotra w dniu zaparcia się Mistrza. Św. Bernard z Clairvaux napisał: "To łaska Boga być dopuszczonym do kontemplowania chwały Oblicza Jezusa Chrystusa, Syna Bożego". Wpatrywanie się z miłością w to Najświętsze Oblicze, które jest ludzkim Obliczem Absolutu, wywiera na nas uzdrawiający i uświęcający wpływ, podobnie jak na wielu ludzi, którzy wpatrywali się w nie za ziemskiego życia Zbawiciela. Oblicze bowiem Jego człowieczeństwa jest odbiciem Jego Bosko-ludzkiej osobowości. Widok umęczonego i miłosierdziem emanującego Oblicza Chrystusa wzrusza do głębi człowieka, kruszy grzesznika i pobudza do ufności w Boże Miłosierdzie. Godność człowieka jest w jego twarzy, dlatego cała furia nienawiści do Jezusa skupiła się głównie na Jego Obliczu. Ewangeliści mówią nam, że słudzy arcykapłana i żołnierze rzymscy pluli Mu w Twarz, bili Go pięściami i policzkowali szydząc. Tak więc bluźnierczo sprofanowane, wzgardzone, obite, oplute i poniżone wzgardą pospólstwa, a nam na grobowym płótnie ukazane Oblicze Pana domaga się szczególnej adoracji i uwielbienia, podobnie jak Jego przebite Serce. Mimo jednak ciężkich kontuzji, które zdeformowały tę Twarz, dostrzegamy w niej coś więcej. Doskonałość proporcji i piękno, jakiś nadziemski majestat, głębia i moc działają duchowo zbawiennie na ludzi w takim stopniu, że równać się z tym obrazem nie mogą dzieła największych malarzy świata. Kto raz się podda mocy Jego działania, dla tego nie istnieje już inne wyobrażenie Chrystusa. A jak się wyraził Paul Claudel: "Jest w tym obrazie coś tak wstrząsającego, a zarazem tak pięknego, że jedyną odpowiedzią może tu być uwielbienie, gdyż jest to coś więcej niż obraz, jest to OBECNOŚĆ!"

 

 
   
 

[ STRONA GŁÓWNA | TEKSTY | LINKI | OJCIEC | DZIADEK |O MNIE |ARCHIWUM | E-MAIL ]