![]() |
|
Stefan Piotrowski |
|
|
|
przedruk z dwumiesięcznika Miłujcie się nr
3-4/97 Ludziom słabej wiary, wątpiącym lub nie wierzącym w Eucharystię zostały dane bardzo czytelne znaki wzywające do nawrócenia, do wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii. Jednym
z tych znaków jest cud w Lanciano, który stał się słynny w całym świecie
od czasu, kiedy 4. marca 1971 r. ogłoszono wyniki kilkumiesięcznych badań
naukowych postaci Ciała i Krwi przechowywanych od VIII wieku we włoskim
mieście Lanciano. Historyczne źródła mówią nam o tym, że w połowie
VIII wieku miało miejsce niezwykłe wydarzenie w małym przyklasztornym
kościele św. Longina. Otóż
pewnego zakonnika, który tam mieszkał, nawiedzały przez długi czas
bardzo ciężkie pokusy. Kiedy odprawiał Mszę św. miał wątpliwości,
czy w czasie konsekracji chleb rzeczywiście staje się Ciałem Chrystusa,
a wino Jego Krwią. Pewnego dnia rankiem, podczas odprawiania Mszy św.,
kiedy wypowiadał słowa konsekracji, ogarnęła go wątpliwość
niezwykle silna i natrętna. I wtedy wypowiadając słowa: "To jest
Ciało Moje... To jest Krew Moja..." zauważył, że z białej Hostii
rzeczywiście spływa krew. Na widok tego, co się dokonało, oniemiały
ze zdumienia i przerażenia, zakonnik w ekstatycznym milczeniu wpatrywał
się w święte postacie Ciała i Krwi Pańskiej. W końcu strach ustąpił
i jego serce przepełniła nieopisana radość. Po długim milczeniu, z
twarzą rozpromienioną radością i mokrą od tez szczęścia, zwrócił
się do wiernych uczestniczących we Mszy św. ze słowami:
"Patrzcie, oto prawdziwe Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa,
które uczynił widzialne dla mnie w tym celu, abym nie byt już
niedowiarkiem lecz wierzącym". Wieść o tym nadzwyczajnym
wydarzeniu rozniosła się po całej okolicy. W krótkim czasie kościół,
w którym miał miejsce cud, stał się znanym sanktuarium, do którego tłumnie
zaczęli napływać pielgrzymi. Święte postacie Ciała i Krwi
przechowywano w specjalnym relikwiarzu. W
miarę upływu wieków o Eucharystycznym cudzie zaczęty krążyć
rozmaite legendy. Ojcowie Franciszkanie, którzy są kustoszami
sanktuarium, postanowili sprawdzić wiarygodność kultu świętych
postaci Ciała i Krwi Chrystusa. W tym celu 18 listopada 1970 roku zlecili
grupie włoskich naukowców szczegółowe badania pod kierownictwem prof.
Odoardo Linoli z Arezzo. Badania trwały kilka miesięcy. Zakończone
zostały 4 marca 1971 r. Wyniki były sensacyjne i znalazły się na
pierwszych stronach włoskich gazet. Potwierdziły przekaz tradycji, że
Hostia z VIII wieku jest ludzkim mięśniem sercowym bez żadnych śladów
cięcia, co wyklucza przypuszczenie, że zostało wycięte jakiemuś człowiekowi.
Stwierdzono z całą pewnością, że posiada w swoim składzie komórki
ludzkiego mięśnia sercowego oraz wsierdzia i osierdzia, a także komórki
układu nerwowego charakterystyczne dla mięśnia sercowego. W niewytłumaczalny
sposób zachowało się również 5 bryłek skrzepniętej krwi. Badania
wykazały, że jest to prawdziwa ludzka krew grupy AB. Tę samą grupę
krwi znaleziono w zachowanym sercu - Hostii. Z naukowego punktu widzenia
nie da się wytłumaczyć dlaczego Ciało i Krew przez dwanaście wieków
nie uległy procesowi rozkładu i w tak doskonałym stanie zachowały się
do naszych czasów. Tych wszystkich, którzy pragną dowiedzieć się o
szczegółach badań naukowych, pragnę odesłać do książki Bruno
Sammaciccia "The Eucharistic Mirade of Lanciano", Libary of
Congress Card Number 76-18630. Trzy
lata po pierwszych badaniach naukowych, przyjechał do Lanciano ks. kard.
Karol Wojtyła, aby spędzić tu całą noc na modlitwie i adoracji
Eucharystycznego cudu. Pozostawił bardzo wymowny zapis w księdze pamiątkowej:
Fac nos Tibi semper magis credere, in Te spem habere Te diligere (Spraw,
abyśmy w Ciebie bardziej wierzyli, pokładali nadzieję i miłowali). Eucharystyczny
cud w Lanciano jest znakiem szczególnego rodzaju, który wskazuje na żywą
obecność Jezusa w Eucharystii. Jest to bardzo wymowny znak, który wzywa
do wiary, do otwarcia serca na przyjęcie daru nieskończonej miłości
Zbawiciela ofiarowanej nam w Eucharystii. Trzeba
w tym miejscu wskazać na inny fakt: naukowcy udowodnili, że na Całunie
Turyńskim są ślady ludzkiej krwi grupy AB, a więc takiej samej jak
krwi w Lanciano. Czyż nie jest to kolejny zdumiewający znak, wzywający
do wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii? Warto przypomnieć,
że Całun Turyński, dzięki współczesnej nauce, stał się relikwią
jedyną w swoim rodzaju na świecie. Naukowcy, z prawie wszystkich
dziedzin wiedzy, zaczęli badać Całun po jego pierwszej fotografii
dokonanej w 1898 r. Wtedy odkryto ze zdumieniem, że obraz Człowieka
ukrzyżowanego na Całunie jest doskonałym negatywem fotograficznym.
Opatrzność zachowała do naszych czasów tę bezcenną relikwię, aby w
świetle dzisiejszej nauki ukazać jej niezwykłą wymowę. Ścisła
metodologia naukowa wskazuje, że to lniane płótno jest naprawdę prześcieradłem
pogrzebowym z Palestyny z czasów Chrystusa; że został w nie owinięty
ukrzyżowany Człowiek o nadzwyczajnym pięknie i doskonałości
fizycznej; że wyrok śmierci został na nim wykonany dokładnie w sposób
opisany w Ewangeliach. Każdy,
kto uczciwie szuka prawdy, kiedy dowie się o wynikach naukowych badań Całunu,
z konieczności stawia sobie niepokojące i radykalne pytania dotyczące
osoby Chrystusa. I tak wielu naukowców badających Całun uwierzyło w
Chrystusa. Słynny kryminolog z Zurychu, Max Frei, badając pytki roślinne
znajdujące się na płótnie, z precyzyjną dokładnością prześledził
drogę jaką Całun przebył w ciągu wieków. Stwierdził, że Całun z
całą pewnością pochodzi z Palestyny z czasów Chrystusa. Tak dokładnie
odtworzył miejsca pobytu Całunu, że wytropił także pytki ryżu
uprawianego w starożytności tylko w rejonie Vercelli, gdzie Całun
przechowywany był w zamku książąt Sabaudii. Max Frei był protestantem
i przystępując do badań Całunu uważał, że jest on falsyfikatem, a
jego kult - zabobonem i narzędziem Antychrysta, jakim jest Papież. W
miarę postępowania badań, jego uprzedzenia ustąpiły miejsca
tajemniczej pewności, głębokiemu szacunkowi i czci dla tej niezwykłej
relikwii. Obraz
z Całunu ma szczególną moc oddziaływania i przemiany ludzkich serc.
Zespoły amerykańskich naukowców przybyły do Turynu samolotem załadowanym
aparaturą badawczą, aby zbadać Całun. Uczeni odkryli, że odbicie jest
trójwymiarowe i dokonało się przez pewnego rodzaju eksplozję potężnej
energii i jej wygaśnięcie w ułamku sekundy. Czy nie jest to znak
wskazujący na zmartwychwstanie? Przez chwilę, zanim życie powróciło
do martwego ciała, jego obraz został na zawsze utrwalony na powierzchni
płótna poprzez przypalenie wybuchem nieznanej energii. Z naukowego
punktu widzenia o wiele łatwiej jest uznać autentyczność Całunu, niż
uważać go za fałszerstwo, gdyż ów hipotetyczny fałszerz musiałby być
geniuszem wyprzedzającym całą współczesną naukę i wiedzę, a to
jest przecież niemożliwe. Pierluigi
Bollone, profesor medycyny sądowej z Turynu, ceniony uczony w skali międzynarodowej,
który również nawrócił się badając Całun, uważa, że wskazuje on
na wiarygodność opisów Męki w Ewangeliach. Jeżeli Ewangeliści nie
oszukali nas tutaj, jeżeli zasługują na zaufanie historyka, to możemy
rozszerzyć nasze zaufanie na wszystkie opisane w Ewangeliach wydarzenia z
życia Jezusa. Prof.
Bollone twierdzi, że argumenty przeciwników Całunu nigdy nie są oparte
na obiektywnych naukowych badaniach, tylko pochodzą z założeń
ideologicznych. Gdyby to byt Całun przypisywany np. Juliuszowi Cezarowi,
a nie Jezusowi, nie byłoby już nikogo, kto ośmieliłby się w to wątpić.
Jezus jest i pozostanie "znakiem, któremu sprzeciwiać się będą"
(Łk 2, 34), dlatego uznanie autentyczności Całunu domaga się
opowiedzenia za Jezusem, uznawaniem Go za Boga, a to pociąga za sobą
olbrzymie konsekwencje życiowe, zmianę życia, nawrócenie. To jest powód,
dla którego wielu pozostaje obiektywnymi tylko w słowach, a w
rzeczywistości ulega swoim uprzedzeniom. Według prof. Bollone, jeżeli
ktoś, znając wyniki badań naukowych, twierdzi, że nie wierzy w
autentyczność Całunu, to świadczy to o tym, że od początku postanowił
w nią nie wierzyć. Jego zdaniem, wobec ogromu pozytywnych danych
naukowych, uzyskanych w różnorodnych dyscyplinach badań ludzie
zaprzeczający autentyczności Całunu powinni dostarczyć przekonywujących
argumentów do jej odrzucenia. Nie czynią tego, bo takich argumentów po
prostu nie ma. Odkrycie
tej samej grupy krwi, na Całunie Turyńskim oraz w świętych postaciach
cudu Eucharystycznego w Lanciano, jest znakiem wzywającym do nawrócenia,
do wiary w Osobę Jezusa Chrystusa, który jest rzeczywiście obecny w
tajemnicy Eucharystii.
|
|
[ STRONA GŁÓWNA | TEKSTY | LINKI | OJCIEC | DZIADEK |O MNIE |ARCHIWUM | E-MAIL ]
|