ks. Mieczysław Piotrowski TChr 

 

Prawda o homoseksualiźmie

    List Piotra, w którym pisze o nękających go pragnieniach homoseksualnych, uświadomił mi istnienie ludzi, którzy bardzo cierpią z powodu niezawinionej i niechcianej przez nich orientacji homoseksualnej. Piotr błaga o pomoc: "Uwierzcie mi, że ja cierpię! Jedno, o co proszę, to błagam, doradźcie mi, co mam ze sobą zrobić, bo już dalej tego nie zniosę." Piotrowi i wszystkim, którzy przeżywają podobne trudności pragniemy ukazać drogi wyjścia i wyzwolenia.

1. Niemoralność czynów homoseksualnych Jezus mówi nam, że każde pozamałżeńskie i przedmałżeńskie współżycie seksualne jest poważnym naruszeniem cnoty czystości, odnosi się to także do rozwiązłości homoseksualnej. Kongregacja Nauki Wiary w liście skierowanym do wszystkich biskupów Kościoła katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych (1.10.1986 r.) stwierdza, że "szczególna skłonność osoby homoseksualnej, choć sama w sobie nie jest grzechem, to jednak stwarza mniej lub bardziej silną skłonność do postępowania, które z punktu widzenia moralnego jest złe. Z tego powodu sama skłonność musi być uważana za obiektywnie nieuporządkowaną. Dlatego ci, którzy mają tego rodzaju predyspozycje, powinni być przedmiotem szczególnej troski duszpasterskiej, aby nie doszli do przekonania, że realizowanie owej skłonności w relacjach homoseksualnych jest opcją z moralnego punktu widzenia do przyjęcia". Jezus Chrystus żyjący i nauczający w Kościele mówi jasno, jakie są cele aktu seksualnego. Z prawa naturalnego, z Pisma św. i Tradycji wynika, że istnieją dwa nierozerwalne cele aktu małżeńskiego, a są nimi nierozerwalny związek mężczyzny i kobiety oraz rodzenie dzieci. Każde celowe wykluczenie jednego z tych celów jest niemoralne. Ponieważ homoseksualne współżycie nie wypełnia żadnego z dwóch celów aktu seksualnego, dlatego wszystkie akty homoseksualne jako przeciwne naturze są głęboko niemoralne. Kościół potwierdza w Katechiźmie, że "Tradycja, opierając się na Piśmie Świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że «akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane». Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym przypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane" (2357). Wśród grzechów, które zamykają ludzi na przyjęcie daru zbawienia, Pismo św. wymienia uprawianie homoseksualizmu: "Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego"(1 Kor 6,9; por. Rz 1,26-27; 1 Tym 1,9-11). W Księdze Kapłańskiej czytamy: "Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli"(20,13 por. 18,22). Pismo św. potępia wszelkie pozamałżeńskie współżycie seksualne oraz akty homoseksualne. Dlatego każda próba moralnego sankcjonowania stosunków i małżeństw homoseksualnych jest działaniem wymierzonym przeciwko prawu Bożemu. Człowiek od momentu poczęcia jest płci męskiej lub żeńskiej w każdej komórce swojego ciała. Natomiast orientacja seksualna hetero lub homoseksualna jest nabywana w podobny sposób jak inne orientacje osobowe takie jak ufność lub brak ufności, poczucie niższości lub pewność siebie, uzależnienie uczuciowe albo wewnętrzna wolność. Te postawy kształtują się w relacjach osobowych z rodzicami, rodzeństwem, rówieśnikami i innymi ludźmi. Homoseksualizm jest zaburzeniem i swego rodzaju anomalią rozwojową. Nie ma absolutnie żadnych podstaw naukowych twierdzenie, że homoseksualizm jest tendencją wrodzoną. Pan Bóg stworzył nas heteroseksualnymi, a orientacja homoseksualna jest psychiczną dewiacją nabytą na skutek negatywnego wpływu środowiska. Cywilizacja śmierci jest ślepa na obiektywne zło aktów homoseksualnych i promuje pogląd, że najlepiej radzić sobie z problemem homoseksualizmu przez znalezienie sobie jednego partnera i wspólne z nim życie. Jezus nauczający w swoim Kościele stwierdza, że kontakty seksualne pomiędzy osobami tej samej płci nie da się pogodzić z obiektywnym porządkiem moralnym. "Jedynie w stosunku małżeńskim współżycie płciowe może być moralnie dobre. Stąd osoba, która postępuje w sposób homoseksualny, postępuje niemoralnie. Wybór aktywności seksualnej z osobą tej samej płci jest równoznaczny z przekreśleniem bogatej symboliki i znaczenia, nie mówiąc już o celach i zamyśle Stwórcy co do rzeczywistości płci. Aktywność homoseksualna nie wyraża komplementarnego zjednoczenia zdolnego przekazać życie i dlatego jest sprzeczna z powołaniem do istnienia przeżywanego w formie dawania siebie, które według Ewangelii stanowi istotę życia chrześcijańskiego" (List do biskupów Kościoła katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych, 7). To co się osiąga przez akt homoseksualny to wzajemna masturbacja. Zwykle czynni homoseksualiści mają więcej niż jeden nałóg: alkoholizm, narkotyki, palenie w dużych ilościach, przejadanie się.

2. Przyczyny homoseksualizmu Spośród wielu przyczyn powstawania tendencji homoseksualnych należy wymienić następujące:

A) Zdarza się, że w okresie dojrzewania chłopiec jest wyśmiewany i odrzucany przez rówieśników z powodu słabej sprawności fizycznej. W wyniku czego pojawia się u niego uczucie niższości, samotności i smutku. W konsekwencji prowadzi to do braku akceptacji swojego ciała i słabego poczucia męskości. Tęsknota za byciem docenionym i akceptowanym przez rówieśników i równocześnie gniew na siebie i niechęć do własnego ciała, które uważa za mało atrakcyjne i niemęskie, może przerodzić się w silny pociąg emocjonalny do osób tej samej płci. U wielu tak poranionych duchowo młodych ludzi, pragnienia seksualne w stosunku do wysportowanych kolegów, zaczynają się pojawiać już w 6 lub 7 klasie. W miarę upływu lat może przerodzić się to w obsesyjny pociąg do silnych, dobrze wysportowanych mężczyzn.

B) Jedną z częstych przyczyn kształtowania się pra gnień homoseksualnych jest nieufność wobec osób odmiennej płci, która rodzi się na skutek zranień zadanych przez jednego z rodziców, który swoim egocentryzmem uzależniał dziecko od siebie, był nadopiekuńczy, manipulujący, nieobecny. Brak aprobaty, ciepła, pochwały, czułości i bliskości fizycznej ze strony ojca, może spowodować u dziecka bardzo poważne zranienia, wewnętrzną pustkę, określaną jako "głód ojca". Bywa, że młodzi ludzie zaczynają szukać pociechy w ramionach innego mężczyzny. W ten sposób może zrodzić się pociąg homoseksualny. Im wcześniej nastąpiło porzucenie przez ojca, tym prawdopodobieństwo pojawienia się pokus homoseksualnych jest większe. Zdarza się również, że ostre traktowanie przez starszych braci może przyczynić się do pojawienia się pragnień homoseksualnych. Badania dorosłych mężczyzn o skłonnościach homoseksualnych wykazują, że w powstaniu ich zaburzenia większą rolę odegrało odrzucenie przez kolegów, aniżeli niewłaściwy stosunek do ojca. U kobiet najczęstszymi zranieniami, które sprzyjają rodzeniu się zachowań homoseksualnych, jest brak miłości i akceptacji matki oraz bolesne doświadczenia z ojcem lub innymi mężczyznami.

C) U niektórych ludzi homoseksualizm zrodził się z silnego buntu przeciwko kulturze judeochrześcijańskiej, rodzicom, Bogu. Ich zachowania homoseksualne są odreagowaniem gniewu i charakteryzują osoby, których jeden z rodziców był wyjątkowo surowym egocentrykiem stosującym przemoc fizyczną. Jednym z czynników skłaniającym do homoseksualizmu jest egocentryzm, oraz pragnienie nieograniczonego i bez żadnych zobowiązań doświadczania seksualnej przyjemności.

D) Zdarza się, że w dzieciństwie ktoś zostanie zgwałcony lub wykorzystany seksualnie przez ludzi dorosłych i na dodatek cieszących się autorytetem. Jest to ogromna krzywda wyrządzona dziecku. Efektem tego zranienia może być rzeczywiste przejęcie tendencji homoseksualnych, albo znienawidzenie siebie i błędne przekonanie, że się jest homoseksualistą.

E) Można nabawić się tendencji homoseksualnych z własnej winy na skutek oglądania pornografii i rozwiązłego stylu życia. Homoseksualizm jest więc najczęściej niezawinionym, ale bardzo poważnym zaburzeniem psychicznym i emocjonalnym. Dlatego konieczna jest terapia.

3. Sposoby uzdrowienia Osoby o skłonnościach homoseksualnych trzeba traktować ze współczującą miłością, tym bardziej, że w większości przypadków dewiacyjne skłonności nabyli nie z własnej winy, lecz na skutek oddziaływania patologicznego środowiska, które przyczyniło się do głębokich duchowych, psychicznych i emocjonalnych zranień. Całkowite uzdrowienie z homoseksualizmu jest możliwe tylko mocą miłości samego Boga. Tylko ta jedyna Miłość może wyzwolić z dotkliwego smutku i samotności oraz dać poczucie pewności, że jest się kochanym zawsze i bezwarunkowo. Trzeba całą swoją uwagę skierować na miłość Chrystusa, a nie na swoje uzależnienie seksualne. Aby przyjąć dar uzdrawiającej Miłości Boga konieczne jest, aby człowiek uzależniony od pragnień homoseksualnych, najpierw przebaczył wszystkim ludziom, którzy swoją postawą, działaniem i złym przykładem przyczynili się do powstania w nim dewiacyjnych pragnień. Po prostu trzeba swój gniew i smutek ofiarować na modlitwie Bogu i prosić o zdolność przebaczenia wszystkiego wszystkim. To całkowite przebaczenie jest koniecznym warunkiem otwarcia serca na Boży dar uzdrowienia. Przebaczenie musi być związane z intensywnym życiem modlitwy, częstym przystępowaniem do sakramentów pokuty i Eucharystii. Osiąganie czystości jest długim i stopniowym procesem, znaczonym bolesnymi upadkami. Dlatego trzeba uzbroić się w cierpliwość. W miarę uzdrawiania duchowych i emocjonalnych ran, homoseksualne pragnienia zaczną słabnąć, aż do całkowitego zniknięcia. Dla Chrystusa nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma ludzi zbyt grzesznych, brudnych i poranionych. Dlatego osoby, które uprawiają homoseksualizm mają szansę uzdrowienia pod warunkiem, że całkowicie zaufają Chrystusowi i spełnią następujące warunki:

a) Zapoznają się i przyjmą nauczanie Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu i zaczną prowadzić życie w czystości. b) Powierzać będą każdego dnia całe swoje życie Chrystusowi poprzez modlitwę, codzienną medytację, różaniec, czytanie Pisma św., częste przystępowanie do sakramentów pokuty i Eucharystii. c) Ktoś, kto posiada orientację homoseksualną, nosi w umyśle i sercu nieustanną pokusę do grzechu. Chcąc zachować czystość powinien zerwać z tym wszystkim, co mogłoby stymulować i prowokować jego popełnienie. Chodzi przede wszystkim o pozbycie się literatury homoseksualnej, kaset wideo o tej tematyce, zerwanie kontaktów ze środowiskiem praktykujących gejów. Unikanie barów, łaźni, kin gdzie uczęszczają homoseksualiści. d) Osoby o homoseksualnych skłonnościach, aby wyzwolić się z homoseksualnych sposobów myślenia i odczuwania, powinny przebywać w środowisku "normalnych" kobiet i mężczyzn. Dlatego trzeba znaleźć sobie wspólnotę ludzi wierzących i modlących się. Najlepiej którąś z grup modlitewnych w swojej parafii. Bardzo ważne jest zawieranie i podtrzymywanie czystych przyjaźni z członkami tej wspólnoty. To bardzo pomaga w zachowaniu cnoty czystości. Uzdrowienie z homoseksualizmu i reorientacja na reakcje heteroseksualne jest możliwe wtedy, gdy dokona się duchowe nawrócenie, polegające na przylgnięciu wiarą do Chrystusa i podjęcie trudu pójścia razem z Nim przez życie. Nie oznacza to wcale, że walczący ze swoimi dewiacjami seksualnymi w sposób natychmiastowy odzyska dojrzałość osobową. Na całkowite uzdrowienie konieczny jest czas przejścia przez okres silnych pokus, które będą przezwyciężane mocą intensywnej modlitwy i całkowitego zaufania miłości Jezusa. Tylko wtedy Jezus mocą swojej miłości będzie uzdrawiał cały kompleks zranionych uczuć, emocji i całej sfery psychicznej człowieka. Trzeba podjąć walkę o wydobycie się z tego stanu, uwierzyć, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Jezus błaga tylko o całkowite zaufanie, aby ludzie pozwolili Mu ogarniać ich swoją miłością i leczyć poranione serca. Jeżeli ktoś straci wiarę w możliwość wydobycia się z tego stanu, wtedy staje się ofiarą klanu aktywnych homoseksualistów, którzy twierdzą, że homoseksualizm jest wrodzonym i naturalnym dążeniem seksualnym. Z relacji amerykańskich duszpasterzy opiekujących się homoseksualistami, którzy pragną wyzwolić się od tej dewiacji, dowiadujemy się, że wiele z tych osób prowadzi życie w czystości, doświadczając częstych pokus. Pomimo nawrócenia i duchowej przemiany, ich poraniona psychika wymaga długiego procesu leczenia. Udaje im się przezwyciężać natrętne pokusy dzięki modlitwie, codziennej Eucharystii i częstej spowiedzi. Jan Paweł II pisze: "W zbawczym krzyżu Chrystusa, w darze Ducha Świętego, w sakramentach, które wypływają z przebitego boku Odkupiciela (por. J 19,34), wierzący znajduje źródło łaski i mocy, by zachowywać zawsze, nawet wśród najpoważniejszych trudności, święte prawo Boże" (Encyklika Veritatis splendor, nr 103). W Katechiźmie Kościoła katolickiego czytamy: "Znaczna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Osoby takie nie wybierają swej kondycji homoseksualnej; dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować je z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełnienia woli Bożej w swoim życiu i - jeśli są chrześcijanami - do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji (2358). Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one - stopniowo i zdecydowanie - do doskonałości chrześcijańskiej" (2359).

 

 

 

ŚWIADECTWO

POSZUKIWANIE WŁASNEJ MĘSKOŚCI

Nie wybrałem bycia gejem ani takim się nie urodziłem. Wręcz prze­ciwnie, mój pociąg do mężczyzn rozwijał się przez wiele lat i wiele czyn­ników miało na niego wpływ.

Gdy byłem dzieckiem, nie doświadczałem miłości mojego ojca. Dużo pracował i nieczęsto go widywałem. Moje potrzeby miłości i afirmacji nie były zaspokojone. Chociaż mój tato nie zamierzał mnie ranić, czułem się odrzucony i odciąłem się uczuciowo od niego, by nie być już nigdy zranionym. Oczywiście nie rozwiązało to problemu moich niezaspokojo­nych potrzeb, wciąż pozostawałem z pustką w sercu. Ojciec nie pomagał mi w mojej przemianie chłopca w mężczyznę, a odcięcie się od niego oznaczało, że nie było dorosłego mężczyzny, z którym mógłbym się iden­tyfikować.

Gdy byłem dzieckiem, pozostawałem na uboczu chłopięcych zajęć. Było to spowodowane m.in. tym, że od przedszkola mieszkałem z dala od moich szkół i kolegów. To ograniczało pozaszkolne przyjaźnie i zajęcia. Najczęściej wracałem do domu i bawiłem się klockami lego lub czytałem książki w swym pokoju. Mój brak zainteresowania sportem w szkole ozna­czał, że zazwyczaj grałem w piłkę na słabszych pozycjach. Z powodu częstych przeprowadzek zmieniałem szkoły pięć razy, pozostając w trzech z nich przez rok lub mniej. Trudno mi więc było nawiązać jakieś przyjaź­nie, gdy wszystkie inne dzieci znały się już wiele lat.

Pozostawanie na obrzeżach życia rówieśników było także spowodowa­ne wykorzystaniem seksualnym. Jako pięcioletni chłopiec byłem pieszczony (seksualnie) przez dorosłego mężczyznę, „przyjaciela rodziny". Jako chło­piec stałem się też ofiarą gwałtu dokonanego przez trzech rówieśników.

Te sytuacje nauczyły mnie bać się mężczyzn. Stwierdziłem, że łatwiej jest przyjaźnić się z dziewczętami, które nie interesowały się współza­wodnictwem, niż z chłopcami. Wykorzystanie seksualne zniszczyło moje poczucie wartości i męskości. Czułem się śmieciem, czymś do używania przez innych.

Wykorzystanie to nauczyło mnie także, że aby być blisko z mężczy­zną, trzeba być związanym z nim seksualnie. Taki był kontekst, w którym doświadczyłem bliskości i zainteresowania ze strony mężczyzn. Okres dojrzewania zamienił moją potrzebę miłości i zainteresowania w odczu­cia seksualne. Wszystkie fantazje seksualne które miałem, dotyczyły wy­łącznie mężczyzn.

W klasach siódmej i ósmej kilku chłopców, a szczególnie jeden o imie­niu Jimmy. często przezywali mnie „ciotą". Wiedziałem, że jest to prze­zwisko, ale nie rozumiałem, co dokładnie oznacza. Nie zdawałem sobie sprawy, że określenie to używane jest do opisania pociągu, który odczu­wałem w stosunku do mężczyzn.

Na kilka miesięcy przed moimi dziewiętnastymi urodzinami, uświado­miłem sobie, że moje myśli i pociąg seksualny najlepiej oddaje słowo „homoseksualne". Był to dla mnie wielki szok, który spowodował depre­sję. Stałem się ponury, dużo spałem. Dwa razy byłem bliski samobójstwa. Oczywiście w pewnym sensie byłem wciąż tą samą osobą co przedtem, a mimo to przylgnęła do mnie la etykietka. Wiedziałem już, że moje my­śli nie były takie same jak innych ludzi.

Powiedziałem moim dwóm najbliższym przyjaciołom, co się ze mną dzieje. Jeden z nich - Mark - odpowiedział, że on już wie i że on także jest gejem. Drugiemu - Richardowi - powiedziałem późna nocą. Obaj siedzieliśmy w kuchni, a moi rodzice spali na górze. Był to bardzo trudny moment. Pamiętam, że trzymałem w zaciśniętej dłoni szklankę i trząsłem się ze strachu i emocji. Kiedy w końcu zdołałem coś powiedzieć, Richard nie był zdziwiony. Wykazał pełne zrozumienie.

Posiadanie jednego przyjaciela, który wiedział, przez co przechodzę, bo był w tej samej sytuacji, oraz drugiego przyjaciela „normalnego", który mnie wspierał, było bardzo pomocne. Większość przyjaciół, przed który­mi si? otworzyłem przez te lata. było chrześcijanami i tylko dwoje z nich zareagowało negatywnie, Pozostali nie przestawali mnie kochać i odno­sić się do mnie tak, jak czynili to, zanim się dowiedzieli. Uważam, że miałem wiele szczęścia w tej kwestii. Wiem, że wiele osób o orientacji homoseksualnej nie doświadczyło takiego współczucia i bezwarunkowej akceptacji jak ja.

W ciągu następnych miesięcy uzyskałem trochę informacji dzięki lokalnemu telefonowi zaufania dla gejów. Sprawiły one, że zacząłem się [zastanawiać, czy moja wiara w to, co mówi Biblia, jest prawdziwa, czy lnie. Po długim zastanowieniu stwierdziłem, że zamiarem Boga było. by mężczyzna i kobieta żyli w związku przez cale życie i że inne związki seksualne są złe. Nie wiedziałem wtedy, czy zmiana orientacji seksualnej at możliwa, ale zdecydowałem, że nawet gdyby nic się nie zmieniło mojej seksualności, moja wiara jest i będzie najważniej­sza. Była to dla mnie trudna de­cyzja. Wiedziałem, że może to oznaczać życie w samotności do końca mych dni.

Dużo dowiedziałem się na temat homoseksualizmu ze źródeł, które były ogólnie do­stępne. Zacząłem dostrzegać, jak urazy, których doświadczyłem. wpłynęły na moją tożsa­mość mężczyzny, na moją sek­sualność. Stało się dla mnie jasne, że moje fantazje seksu­alne na temat mężczyzn wy­rosły z faktu, że w dzieciństwie zostałem wykorzystany seksu­alnie i były próbą poszukiwania męskości, której -jak czułem - brakowało mi. Próby zdobycia poczucia własnej wartości i męskości u innych mężczyzn były w moim przypadku „złym sposobem radzenia sobie z bolesną sytuacją".

Uświadomiłem sobie też, że Bóg naprawdę mnie kocha. Potrzebowa­łem bardzo mocno przekonania, że znaczyłem coś dla Boga i że On ko­chał mnie takim, jakim byłem. Ponieważ dorastałem jako członek Ko­ścioła, myśl, że Bóg kocha mnie, istniała w mojej głowic. Niestety do­świadczenie z moim ojcem, którego podejrzewałem o brak miłości do ranie, sprawiło, że trudno było mi uwierzyć w głębi serca, że Bóg mógł naprawdę kochać mnie takim, jakim byłem. Uświadomiłem sobie z wiel­ką pewnością, że nie musze najpierw się zmienić lub rozwiązać wszystkie problemy, by On kochał mnie więcej niż dotychczas.

Pomogło mi w tym rozdzielenie pojęć „moich dwóch ojców". Dzięki temu mogłem pokochać mego fizycznego ojca i postrzegać go jako męż­czyznę, który ma wiele zalet, ale również wad, który był dla mnie lep­szym ojcem niż jego ojciec był dla niego. Pozwoliło mi to też zobaczyć Boga, mego Ojca Niebieskiego, jako kogoś, kto zawsze mnie kocha i za­wsze jest przy mnie bez względu na okoliczności.

Przekonanie o Bożej miłości dało mi solidną podstawę do mocowania się z kwestią wykorzystania seksualnego w moim dzieciństwie. Zrozu­miałem, że wierzyłem w sprawy, które były kłamstwami. Na przykład wykorzystanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że byłem nic niewart; Bóg utwierdzał mnie w przekonaniu, że jestem cenny dla Niego i że wy­korzystanie nie powinno nigdy się wydarzyć. Wykorzystanie przekony­wało mnie, że jestem niedobry, a Bóg mówił mi, że nie było ono moją winą. Zacząłem odczuwać głęboki smutek z powodu utraty mego dzie­ciństwa i niewinności, ale czułem, że Bóg dodawał mi otuchy w tym okre­sie. Mam wrażenie, że On również dal mi sporo przyjaciół, którzy pomogli mi w tym bolesnym czasie.

Jednym z nich była Wendy, która pracowała ze mną około pięć lat. Przez te lata połączyła nas prawdziwa przyjaźń i nie wiem, kiedy ją poko­chałem. Pobraliśmy się w lipcu 1991 roku. nie z powodu błędnego prze­konania, że małżeństwo „wyleczy" pociąg do tej samej płci, ale ponieważ prawdziwie ją kochałem i pragnąłem jej. Było to dla mnie wielką niespodzianką, ponieważ nie oczekiwałem, że będę mógł się ożenić. Wcześniej bowiem nie odczuwałem pociągu seksualnego do kobiet.

Jesteśmy małżeństwem już od siedmiu lat i mamy troje dzieci. Byłem, ale już nie jestem homoseksualistą. Mój fizyczny związek z Wendy uwa­żam za bardzo satysfakcjonujący i nie przeżywam żadnych fantazji homoseksualnych. Chociaż wciąż odczuwam nieznaczny pociąg do męż­czyzn, spodziewam się, że będzie on się zmniejszał, w miarę jak będę wyjaśniać kwestie wykorzystania i związanego z tym wstydu oraz uzy­skam mocniejsze poczucie własnej męskości.

W kilka lat po naszym ślubie po raz kolejny zacząłem „przerabiać" sprawę gwałtu, który przeżyłem. Powiedziałem o tym Wendy, choć było to trudne, i memu przyjacielowi Donowi. Wciąż walczyłem z tą sprawą i uświadomiłem sobie, że już nic więcej nie mogę zrobić. Wciąż czułem okropny wstyd z tego powodu. I chociaż uświadamiałem sobie, że nie byłem winien, wciąż czułem się z tym źle. Przez długi czas nie miałem pojęcia, co robić z odczuwanym wstydem.

Kiedyś obejrzałem w telewizji wywiad z policjantką, która została zgwałcona. Powiedziała ona, że dopóki nie przerwała milczenia i nie za­częła mówić o swym przeżyciu, nie była w stanie pokonać tego, co się jej przydarzyło. Uświadomiłem sobie wtedy, że ja również muszę opowie­dzieć wielu ludziom, co mi się zdarzyło.

Kolejną osobą, której to opowiedziałem, był pastor z mojego kościoła. Wiedziałem, że mogę mu zaufać, ponieważ omawiałem z nim wcześniej inne sprawy. Jednak powiedzenie mu prawdy, że jako chłopiec zostałem zgwałcony przez mężczyznę na oczach moich rówieśników, kosztowało mnie wiele wysiłku. Gdy to uczyniłem, okazało się, że po pierwsze - prze­stało to być moim strasznym sekretem. Po drugie, byłem zdziwiony, że jakiś mężczyzna poświecił mi swe całe popołudnie i po trzecie, zacząłem odczuwać gniew na mężczyznę, który mnie zgwałcił. Kilka tygodni póź­niej zadałem pastorowi ważne pytanie: „Czy sądzisz, że jestem winien tego, co się stało?" Mój rozum znał właściwą odpowiedź na to pytanie, lecz moje serce nie. Pastor powiedział: ,,Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mógłbyś być winien tego, co się stało". To, że pastor nigdy czegoś takiego nie pomy­ślał, było zupełnie niespodziewane i głęboko mnie poruszyło.

Po upływie kilku tygodni, powiedziałem o tym także bliskiemu przyja­cielowi, który był przy mnie, gdy zmagałem się z kwestią poprzedniego wykorzystania. Zadałem mu to samo pytanie. On również nie uważał, że byłem winien. To samo powiedział jeszcze jeden przyjaciel, któremu wyjawiłem moją tajemnice. Wtedy wreszcie prawda dotarła do mego ser­ca, a wstyd zniknął. Jednakże złość pozostała wraz z bólem. Kilka razy wracałem do tych uczuć i opłakiwałem stratę i ból, których doświadczy­łem wiele lat temu. Pewnego razu jednak pomyślałem, by wykonać rysu­nek wyrażający odczuwaną złość.

Taka okazja pojawiła się podczas weekendowego wyjazdu na wieś. Wziąłem papier, kolorowe pisaki oraz kopię zdjęcia twarzy mego prze­śladowcy. W sobotę po południu zacząłem czuć się zły i w tej złości za­cząłem sobie wyobrażać, co zrobiłbym tej kopii zdjęcia, a także co bym na tym napisał i jak bym to zniekształcił. Po kilku minutach rysowania i kaleczenia zdjęcia, zacząłem płakać. Uderzyło mnie, że było to zdjęcie prawdziwej osoby, która jest kochana przez Boga tak samo jak ja. Dlate­go też pragnienie, by coś złego mu się przydarzyło, było równie złe jak to, co on wyrządził mnie. Zobaczyłem w nim człowieka i to oznaczało uwol­nienie. Określenie tego kim byłem i jaki powinien być prawdziwy męż­czyzna, straciło swoje znaczenie. Wtedy stałem się zdolny do zaakcepto­wania własnej męskości.

Długo na to czekałem. Przez wiele iat mały chłopiec wewnątrz mnie obawiał się mężczyzn i bał się stać mężczyzną. Nie utwierdzony w mej własnej męskości i odczuwający zamęt w tej sprawie, próbowałem zna­leźć męskość w innych mężczyznach. Nie ruszę już tego więcej robić. Ból i wstyd z powodu wykorzystania zostały ujawnione i wyleczone. Nie dziwi mnie. gdy widzę w lustrze dorosłego mężczyznę. Mam bardzo głę­bokie przekonanie, że jestem mężczyzną nie dlatego, że spełniam jakieś kryteria, ale ponieważ Bóg stworzył mnie mężczyzną i towarzyszył mi ze swą miłością w długim procesie pogodzenia się z tym, kim jestem.

rob goetze

 

WOLNY, ABY BYĆ SOBĄ

rozmowa z Robem Goetzem

Będąc w Stanach, postanowiłem skorzystać z okazji i odwiedzić Roba oraz jego rodzinę. Poleciałem więc do miasta Londyn, w Ontario, w Ka­nadzie.

Rób jest dyrektorem kanadyjskiej organizacji chrześcijańskiej „New Direction for Life" („Nowy Kierunek Życia"), pomagającej wszystkim, którzy chcą porzucić życie homoseksualne.

Gdy przyjechałem, syn Roba był w przedszkolu. Natomiast 18-mie-sięczne bliźniaki robiły wiele hałasu. Jego żony Wendy nie było w domu. Rób sam zajmował się domem. Luźno rozmawialiśmy aż do czasu, kiedy bliźniaki usnęły przy ojcu. Kiedy już położył je w łóżeczkach, włączyłem magnetofon i zadałem mu kilka pytań.

Czytając Pana historię, można zauważyć, jak wielkim proble­mem był dla Pana wstyd, szczególnie spowodowany gwałtem. Jak to jest teraz, kiedy Pana świadectwo zostało zamieszczone w Internecie i ludzie z całego świata mogą je przeczytać?

Przyszedł czas, kiedy zrozumiałem, że nosiłem w sobie uczucie wsty­du. Często się zdarza, że przez długi czas nie rozumiemy, co sami czuje­my. Ale w końcu zrozumiałem. Jak napisałem w świadectwie, pomogła mi w tym. opowieść policjantki, która została zgwałcona, a teraz mówi

o tym problemie w szkołach. Powiedziała, że nie mogła sobie z tym poradzić, dopóki nie zaczęła rozmawiać z innymi o tym problemie. Wtedy o tym, że zostałem wykorzystany seksualnie, oprócz mnie wiedziała tylko żona i naj­bliższy przyjaciel. Zdecydowałem się powiedzieć kilku innym osobom.

To mi pozwoliło napisać drugą część mojej historii i zamieścić ją w Internecie. Nie wszędzie jednak o tym mówię. Gdy wykładam, mam prelek­cje, nie mówię o szczegółach, bo uważam, że nie zawsze jest odpowied­nie miejsce ku temu. Ale samo mówienie o tym nie stanowi już dla mnie problemu, jak to było kiedyś.

Jak Pan znalazł się w organizacji, w której Pan teraz pracuje?

Pracowałem w „Intervarsity Christian Fcllowship" - jest to duszpa­sterstwo ekumeniczne działające na terenie wielu uniwersytetów. Kiedy skończyłem college, zacząłem w nim pracować jako wolontariusz. Pra­cowałem w domu dla chłopców, potem w domu opieki dla kobiet i ro­dzin, potem półtora roku w domu dla bezdomnych mężczyzn w centrum miasta. Praca wolontariusza dawała mi dużo satysfakcji, wiec kiedy poja­wiła się możliwość pracy mi etat, zgodziłem się.

W 1991 r. miała odbyć się w Toronto konferencja „Exodus" - sieci grup pomagających ludziom, którzy chcą uwolnić się od homoseksualizmu. „Intervarsity" skierowało mnie do „New Direction for Life", żebym pomógł w organizacji konferencji. Człowiek, który był dyrektorem „New Direction for Life", zachęcał mnie, bym pracował w tej organizacji na stałe. Wyglądało, że miał rację. Rozmawiałem wiec z komitetem parafial­nym, który mnie finansował i zgodzili się. Tak wiec już od siedmiu lat pracuję w „New Direction for Life". Niedawno ten człowiek został wy­brany dyrektorem sieci „Exodus", a ja - dyrektorem „New Direction".

Czy przed ślubem Wendy była świadoma tej walki, jaka się w Panu toczyła?

Razem pracowaliśmy w ,Jutervarsity". Wendy pracowała ze studenta­mi zagranicznymi, a ja miałem „pracę uliczną". Dość szybko zauważyła, że zmagałem się z pociągiem do tej samej płci. Jakiś czas później sam jej to powiedziałem. Krótko po naszym pierwszym spotkaniu, Wendy rozmawiała ze stu­dentką, która mówiła o mnie: „Rób jest nieznośnym facetem! Interesuje się tylko komputerami..." Na to Wendy odpowiedziała: „Wiesz, wydaje mi się, że właśnie ten nieznośny facet będzie kiedyś moim mężem!"

Byliśmy dobrymi przyjaciółmi przez 5 lat. Czas mijał i ona powoli zakochała się we mnie. Kiedyś zapytała o naszą znajomość. Powiedziała, że lubi mnie nie tylko jako przyjaciela. Odpowiedziałem, że ja lubię ją tylko jak koleżankę.

Kilka tygodni później uświadomiłem sobie, że to nie jest cała prawda, że zależy mi na niej trochę inaczej, ale wtedy prawdopodobnie nie byłem przygotowany na to, by zajmować się tego typu uczuciami.

Jakiś czas później, kiedy razem wracaliśmy z obozu letniego, jeszcze raz powiedziała mi o swoich uczuciach. Nie pamiętam już czy jeszcze tego samego dnia, czy następnego, ale ja także wyznałem jej, co czuję. Wydaje mi się, że nie spodziewała się niczego więcej niż za poprzednim razem. Powiedziałem, że nie ma powodu, byśmy chodzili razem, bo albo dalej zostaniemy przyjaciółmi, jak byliśmy przez te pięć lat, albo zacznie­my poważnie myśleć o mał­żeństwie. Po co tracić czas na chodzenie na randki? Ona nie spodziewała się takiej propozycji. Ustaliliśmy, że przez miesiąc będziemy się zastanawiać nad tym, czy zawarcie małżeństwa jest drogą dla nas. Po dwóch tygodniach ja już wiedziałem, że chcę z Wendy spędzić resztę życia, ale czekałem do końca usta­lonego terminu, by dowie­dzieć się, co Wendy zdecyduje. Sam też chciałem utwierdzić się w swojej de­cyzji. Miesiąc minął. To był wrzesień. Wendy też się zdecydowała. W listo­padzie prosiłem ojej rękę, a ślub odbył się następnego lata.

Jak to się stało, że stworzył Pan w Internecie stronę Free To Be Me?

Pani Jann, matka dwójki dzieci w wieku 9 i U lat, nie zgadzała się z programem wychowania seksualnego w szkołach. Wielu chrześcijan nie zgadzało się na proponowany program, ponieważ nie odpowiadały im wartości w nim propagowane oraz fakt, że mówi się o tym w tak wcze­snym wieku. Pani Jann przyszła do mnie i zapytała, czy istnieją materiały dla młodzieży, która ma pytania dotyczące homoseksualizmu czy innych kwestii związanych z seksualnością? Obiecałem, że poszukam.

W internecie znalazłem setki, tysiące stron progejowskich przeznaczo­nych właśnie dla młodzieży. Ale nie było nic, co przedstawiałoby chrze­ścijański punkt widzenia. Są strony dla dorosłych: .,Exodus" i „Courage", ale dla młodzieży nie ma nic. W bibliotece znalazłem trzy artykuły dla tych, którzy pracują z młodzieżą, jedną małą ulotkę dla młodzieży i jeden artykuł dla kogoś, kto ma przyjaciela geja lub lesbijkę. To było bardzo mało.

Dlatego zaczęliśmy sami pisać. Nie mieliśmy doświadczenia w pracy z młodzieżą, ale rozumieliśmy temat homoseksualizmu i sposób, w jaki może się on rozwijać w latach młodości. Wiedzieliśmy też, jak pisać ja­sne, łatwe do zrozumienia ogólne materiały na temat homoseksualizmu dla różnych odbiorców.

Jakie reakcje wywołało pojawienie się tej strony w internecie?

Różne. Są osoby, które nas lubią, ale są i te, które nas nienawidzą. Są tacy, którzy nie zgadzają się z nami, chociaż piszą, że podoba się im nasza strona - to jest interesująca reakcja. Miesiąc temu, stronę główną odwie­dziło 1300 osób.

rozmawiał robert gamble

 

GRUPA „ODWAGA'

„Odwaga" działająca przy ośrodku Ruchu Światlo-Życie w Lu­blinie proponuje pomoc duchową i terapeutyczną osobom o orien­tacji homoseksualnej.

„Odwaga" kieruje się w swej działalności nauczaniem Stolicy Apostolskiej, a zwłaszcza wskazaniami zawartymi w wydanym w 1986 roku przez Kongregację Nauki Wiary „Liście do Biskupów Kościoła katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych". Głównym celem „Odwagi" jest pomoc osobom o orientacji homo-seksualnej w trwaniu w czystości i odrzuceniu homoseksualnego stylu życia. „Odwaga" korzysta także z osiągnięć psychologii i psy­choterapii, aby pomóc osobom o orientacji homoseksualnej w przejściu procesu zdrowienia i dojrzewania obejmującego wszystkie sfery ich życia. Działaniom „Odwagi" towarzyszy troska o otwarcie się na działanie Bożej łaski i wykorzystanie tych możli­wości, które są w ręku człowieka.

Adres kontaktowy:

„Odwaga"

Ośrodek Ruchu Światło-Życie ul. Gwardii Ludowej 8

20-806 Lublin tel. +48-81-7401328,

tel. korn. +48-605-921654

e-mail: odwaga@lublin.oaza.org.pl

Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej: www.odwaga.de/odwaga

Polską wersję tej strony można znaleźć pod adresem: www.freetobenie.com

 

   
 

[ STRONA GŁÓWNA | TEKSTY | LINKI | OJCIEC | DZIADEK |O MNIE |ARCHIWUM | E-MAIL ]