KS. JANUSZ MARIAŃSKI

 

 

Krytyka Kościoła - ale jaka?

 

W warunkach powojennych Kościół był nie tylko szafarzem sakramentów, nauczycielem i wychowawcą w zakresie wartości, wierzeń, norm religijno-moralnych, ale także pełnił wielorakie funkcje pozareligijne w społeczeństwie. W okresie tzw. realnego socjalizmu był on w istocie jedyną wiarygodną instytucją niezależną, uniemożliwiającą realizację potrzeb i aspiracji, które nie mieściły się w ramach instytucji państwowych lub były przez nie wręcz zwalczane. Bronił wartości podstawowych, a szczególnie podmiotowości społeczeństwa oraz historycznych doświadczeń narodu. Był w związku z tym często ostoją dla inaczej myślących lub odrzuconych przez system, poszukujących obszarów wolności społecznej. Przesadne jest jednak stwierdzenie, że w przeszłości Kościół był silny w społeczeństwie polskim, ponieważ wspierał więzi narodowe i ruchy społeczne o charakterze opozycyjnym.

W latach osiemdziesiątych Kościół wkroczył bardziej aktywnie na arenę polityczną, odgrywając na niej coraz większą rolę w walce o przywrócenie warunków obywatelskiej podmiotowości. To właśnie m.in. dzięki wysiłkowi Kościoła społeczeństwo polskie nie zostało właściwie nigdy podporządkowane całkowicie totalitarnej władzy, stawiając jej bezustanny - na różne sposoby - opór społeczny. Stało się to wszystko wbrew zamierzeniom komunistów, którzy chcieli traktować religię jako sprawę prywatną, nie mającą powiązań z życiem publicznym.

I. Krytyka Kościoła

Świadomość katolików w okresie powojennym w Polsce głosząca, że Kościół był ich wspólnym dobrem, jest dzisiaj wystawiona na jakąś nową próbę, gdy poszukuje on nowych form swojej obecności w życiu publicznym. Autorytet społeczny, moralny i religijny Kościoła znalazł się pod ostrzałem ostrej krytyki pochodzącej z różnych środowisk społecznych, zarówno z zewnątrz (różne ugrupowania wrogie Kościołowi, zmierzające mniej lub bardziej wyraźnie ,do jego destrukcji), jak i od wewnątrz (w ramach wspólnoty wierzących). Punktem centralnym wzrastającej krytyki - która jest zjawiskiem złożonym - stały się różne elementy instytucjonalne Kościoła, ale nie tylko, natomiast źródła tej krytyki tkwią nie tylko w jego strukturach organizacyjnych nie nadążających za procesami społecznymi, lub w różnicach pomiędzy wartościami lansowanymi przez Kościół a warunkami życia w nowoczesnych społeczeństwach, ale również w problemach przychodzących niejako z zewnątrz.

W prasie postkomunistycznej i w prasie nowej lewicy laickiej Kościół jest przedstawiany jako zagrożenie (tzw. niebezpieczeństwo totalnej klerykalizacji). Przestrzega się przed wpływami Kościoła dyktującego swoje prawa w życiu publicznym i czującego się upoważnionym do osądzania wszystkiego w imię nadrzędnych interesów religii. Kościół wypowiadający się w sprawach publicznych jest niejednokrotnie oceniany jako usiłujący umacniać swoje wpływy środkami przymusu i zastraszania lub jako nie potrafiący odnaleźć się w nowej rzeczywistości społeczno-politycznej. Nawet w opracowaniach naukowych powtarza się slogany o narzucaniu przez Kościół w sposób niedemokratyczny sankcji prawnych w kwestiach moralnych, czy o dążeniu Kościoła do pełnej „katolicyzacji" społeczeństwa, czego dowodem ma być forma wprowadzenia nauki religii do szkół. Kościół stał się bez wątpienia ważnym tematem publicznego dyskursu w naszym kraju.

W dyskusjach prasowych posądza się Kościół o próby restaurowania państwa wyznaniowego lub parawyznaniowego, w którym całość życia publicznego byłaby faktycznie podporządkowana doktrynie i instytucjom kościelnym. Idzie o wywołanie lęku przed potęgą instytucji kościelnych, dostojników Kościoła i „niższego" kleru. Kościół, a zwłaszcza hierarchia kościelna znalazła się poniekąd wśród tzw. publicznych wrogów potrzebnych pewnym politykom do mobilizowania poparcia społecznego. W sytuacji powolnych reform w dziedzinie społecznej, politycznej i gospodarczej oraz wzrastających napięć i niezadowolenia społecznego ostra krytyka Kościoła jest dobrym tematem zastępczym. Czasem krytyka wynika z frustracji samych krytyków lub z wygórowanych oczekiwań i żądań pod adresem Kościoła.

Ośrodki postkomunistyczne i skrajnie liberalne nie chcą zaakceptować oddziaływania Kościoła na sprawy publiczne jako warunku przywrócenia ładu moralnego. Ci, którzy mają duże zasługi w uprawomocnieniu w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych realnego socjalizmu, obecnie atakują Kościół jako instytucję, której oczekiwania i doktrynalne preferencje nie przystaje do kanonów demokratycznego państwa, oskarżają go o zamiary zapewnienia sobie pozycji moralnego lidera w życiu politycznym, o próby utrwalania powszechnej katolickości społeczeństwa polskiego, poprzez zgłaszanie roszczeń prawnych, ekonomicznych, instytucjonalnych. Nie godzenie się Kościoła na usuwanie wymiaru świętości z życia społecznego interpretuje się jako troskę o zapewnienie sobie uprzywilejowanego miejsca w życiu społeczno-politycznym.

Krytyka - rzekomo w duchu lojalności - zastąpiła refleksję nad - tym, jak Kościół powinien działać w nowych warunkach społecznych. Szeroka krytyka Kościoła nie ma na celu poprawienia tego, co jest złe lub niedoskonałe, lecz często jest elementem strategii i gry politycznej. Kwestionowanie Kościoła (ale nie religii) należy w pewnych środowiskach do dobrego, tonu. Nawet wielu katolików nie rozumie albo nie respektuje Kościoła w jego perspektywie spojrzenia na sprawy publiczne, jego cele i metody działania, a nawet troskę o człowieka w jego pełnym wymiarze. Jest wątpliwe, czy w prowadzonej krytyce próbują oni odróżniać to, co przybliży do odkrycia prawdy o Kościele, od tego, co oddala od tej prawdy.  

Niekiedy podkreśla się nadmierne uwrażliwienie - hierarchii i księży na krytykę oraz podtrzymywanie „mitycznego" przekonania, że Kościół jest obiektem agresji (pokusa uciekania się do „filozofii" oblężonej twierdzy). Duchowni o takiej mentalności nie dostrzegają w nowoczesności - zdaniem krytyków - żadnych punktów zaczepienia dla chrześcijańskiej Dobrej Nowiny, w kulturze współczesnej dostrzegają tylko struktury zła" (niebezpieczeństwo tradycjonalistycznego getta).

W kontekście ostrych sprzeciwów wobec udziału Kościoła w procesie budowania przyszłościowego społeczeństwa i ataków na Kościół ks. prof. Cz. S. Bartnik mówi o tzw. ateizmie politycznym w Polsce, wywodzącym się zarówno ze środowisk postkomunistycznych, jak i lewicowo-laickich. Ateizm polityczny dopuszcza religię i Kościół jedynie na płaszczyźnie życia prywatnego i osobistego, wyklucza zaś z form życia społecznego i państwowego. „Oczywiście - twierdzi ks. Bartnik - nie wszyscy ateiści publiczni są jednakowo agresywni. Ale zbyt wielu z nich dąży do zniweczenia publicznej działalności Kościoła różnymi sposobami: odpowiednim prawodawstwem, rozporządzeniami, fałszywymi oskarżeniami, opluwaniem Kościoła polskiego w kraju i zagranicą (głównie w Ameryce), dawaniem nadmiernych przywilejów mniejszościom wyznaniowym, atakami na kodeks etyki chrześcijańskiej, a przede wszystkim ustawianiem telewizji, radia i innych mass mediów przeciwko wierze i Kościołowi". Na ten nowy typ krytyki Kościół nie był w pełni przygotowany.

Sympatia czy ogólna aprobata Kościoła może współistnieć z postawą krytyczną, a nawet bardzo krytyczną wobec poszczególnych instytucji kościelnych i sposobów ich funkcjonowania, czy poszczególnych przedstawicieli Kościoła. Jest to zrozumiałe w sytuacji przechodzenia od Kościoła-kleru do Kościoła-ludu Bożego; z poszerzającym się udziałem katolików świeckich w życiu Kościoła. Różnorodność opinii stwarzająca napięcia, nieporozumienia i konflikty domaga się stałego pogłębiania związków między pluralizmem i uniwersalizmem w łonie wspólnoty kościelnej, między Kościołem-tajemnicą i Kościołem-instytucją.

Kościół w Polsce oddziałuje na postawy i zachowania wielu jednostek i grup społecznych, jego publiczna rola nie podlega zakwestionowaniu w szerszym zakresie. Kościół w swoim wysiłku ewangelizacyjnym może liczyć w dalszym ciągu na autentyczne, pełne energii zaangażowanie, a nawet ewangeliczny radykalizm wielu Polaków, nie zadowalających się tylko formalną i tradycyjną przynależnością do religii. Z drugiej strony trzeba podkreślić, że część Polaków ocenia krytycznie posługę duszpasterską Kościoła; nie odkrywa w nim pewnego i wiernego przewodnika, a nawet pozostaje w wyraźnym oddaleniu od niego. Ten krąg ludzi nieufnych wobec Kościoła może się powiększać w ostatniej dekadzie XX wieku, zwłaszcza jeżeli Kościół nie potrafi wypracować nowych metod i form działania w kształtującym się społeczeństwie pluralistycznym.

W nowej sytuacji pozycja społeczna księży i Kościoła jako całości może stać się mniej zabezpieczona, bardziej dyskomfortowa niż dawniej. Zmniejszanie się społecznego znaczenia Kościoła przebiega w warunkach zaniku autorytetów i szerzenia się postaw antyinstytucjonalnych. Burzenie autorytetów jest zawsze łatwiejsze niż ich odbudowa, a w Polsce szczególnie niebezpieczne, gdyż tu ,;przywódcy w gruncie rzeczy reprezentują dla ludzi ważny dla nich świat moralnych wartości". Wydaje się, że pewnym ośrodkom opiniotwórczym zależy na tym, by rola Kościoła we współczesnym społeczeństwie była coraz bardziej niejasna i nieokreślona, by wielu zagubiło autentycznie katolicki sens rzeczywistości Kościoła.

      II. Krytyka w Kościele  

       Bardziej niebezpieczna jest krytyka Kościoła pośrednia, „cicha", niezwerbalizowana, która wyraża się w subiektywnej interpretacji prawd wiary i norm moralnych; prowadząca do wyraźnej negacji tego, czego naucza Kościół. Wielu katolików wybiera z depozytu wiary te prawdy i normy, które odpowiadają im z subiektywnego punktu widzenia lub są życiowo wygodne. Podobni są do klientów z supersamu, wybierających różne towary według własnych potrzeb. Taka selektywna postawa wobec wiary i Kościoła wyraża się często w poglądzie: „jestem katolikiem, ale...". Oznacza ona jedynie częściowe utożsamienie się z Kościołem, katolicyzm wybiórczy (aprobata częściowa, z zastrzeżeniami). Krytyczna postawa wobec Kościoła, jego członków nie może być rozważana w oderwaniu od skomplikowanej sytuacji życiowej ludzi współczesnych, świadomych własnej wolności wobec wszelkich instytucji i indywidualności w określaniu swojego życia.

Wiara religijna nie może być traktowana jak towar czy reklama, w dostosowująca się do gustów, nastrojów i potrzeb publiczności. Stawia ona wymagania, usiłuje prowadzić człowieka do tego, co prawdziwie ludzkie. Kościół nie może zachowywać się tak, jak przedsiębiorca, który zmienia podaż towarów, gdy spada popyt na dotychczasowe produkty. Nie może zmieniać prawd objawionych tak, aby każdy mógł je bez trudu zaakceptować.

Niestety, w przeciętnej świadomości społecznej Kościół funkcjonuje częściej jako „przedsiębiorstwo usługowe" niż jako wspólnota w wierze, bardziej jako struktura ludzka niż misterium rzeczywistości nadprzyrodzonej. Stąd wynika ciągłe stawianie żądań pod adresem Kościoła i jego kierownictwa („Kościół powinien..."). Jeżeli Kościół jest pojmowany jako „agencja usługowa", mająca na celu zaspokojenie indywidualnych potrzeb religijnych, wówczas w sytuacji konfliktu lub rozczarowania szuka się innych agencji łatwiej obsługujących te potrzeby lub podejmuje się wysiłek „zbawiania się" we własnym zakresie.

Wiara Kościoła nauczającego i wiara ludu Bożego obecnie nie pokrywają się. Napięcia między nauką Kościoła a przekonaniami wiernych zwiększyły się: Spotykamy dość krytyczny stosunek do wiary, wynikający m.in. z odczuwania sprzeczności między wartościami panującymi w społeczeństwie a tymi, które akceptuje Kościół. Konflikt wartości pogłębia się, jeżeli Kościół przedstawia swoją naukę językiem nadmiernie wiążącym, a więc zobowiązującym wiernych (dogmat, wyznanie wiary). Rozbieżności pomiędzy instytucjonalizacją wiary i jej indywidualizacją stają się coraz bardziej wyraźne. Idzie z tym w parze spojrzenie na Kościół jakby z zewnątrz.

Katolicyzm selektywny związany z częściową akceptacją nauki Kościoła jest ważnym i trudnym problemem dla teraźniejszości i przyszłości. Źle pojmowany pluralizm teologiczny, kulturowy i duszpasterski, nawet jeżeli wypływa z dobrych intencji, zagraża koniecznej jedności wiary (PDV 7). Warto w tym miejscu przypomnieć wypowiedź Jana Pawła II na spotkaniu z członkami Konferencji Episkopatu Hiszpanii z 15 marca 1993 r.:

Ukrywanie prawdziwej nauki, przemilczanie niektórych prawd chrześcijańskiego objawienia, nie akceptowanych przez dominującą dziś umysłowość, nie jest drogą do rzeczywistej odnowy Kościoła ani nie kształtuje warunków bardziej sprzyjających ewangelizacji i wierze. Tstotnym warunkiem rzeczywistego postępu Kościoła jest zachowanie całości jego tradycji, chronionej przez żywe nauczanie papieża oraz biskupów w komunii z nim: Gdy ta doktrynalna jedność tradycji zostaje naruszona, natychmiast powstają konflikty i wzajemna nieufność wewnątrz Kościoła, zmniejsza się jego wiarygodność, słabnie i ubożeje posługa zbawienia. Kościół, który nie dochowuje wierności swemu Panu, nie może już być światłością i nadzieją dla świata.

Istniejący i zapewne w przyszłości pogłębiający się dystans między oficjalną nauką Kościoła a wiarą przeżywaną przez ludzi będzie wymagał znacznej refleksji duszpasterskiej, oferującej różne formy zaangażowania - m.in. poprzez wspólnoty i ruchy religijne - oraz kształtowania się tożsamości religijnej nowoczesnego człowieka. W praktyce Kościół godzi się, że obok maksymalnego uczestnictwa w wierze i praktyce kościelnej istnieje jakieś minimum uczestnictwa, ze obok modelu pełnego zaangażowania jest model uczestnictwa częściowego.

Nowa ewangelizacja - podkreśla Jan Paweł II - nie polega na usuwaniu z Ewangelii tego wszystkiego, co wydaje się trudne do pogodzenia ze współczesną mentalnością. Kościół będzie stawał wiernie i bez zniekształceń w obronie uznawanych przez siebie wartości i reguł moralnych, nawet jeżeli pociągnęłoby to odwrót od niego pewnych kręgów społeczeństwa, poszukujących bardziej liberalnych i permisyjnych rozwiązań. Kościół, który walczy o bardziej ludzki świat oparty na mocnych podstawach moralnych, nie może być dyskwalifikowany jako stojący na przednowoczesnych pozycjach, jako przeciwny nowoczesnej kulturze i mentalności.

Krytyka w Kościele i krytyka Kościoła w tym, co dotyczy jego doczesnych wymiarów, jest dopuszczalna, a nawet konieczna. Może być także traktowana jako element oczyszczenia wewnętrznego, jako elemenu autoewangelizacji, ewangelizacji „do wewnątrz", której Kościół zawsze potrzebuje. Krytyka i związane z nią konflikty nie powinny być przemilczane. Należy raczej na drodze konstruktywnego dialogu i wzajemnego porozumienia dochodzić do wspólnego konsensu podejmując ryzyko niełatwych pytań i trudnych odpowiedzi. W przeciwnym razie krytyczna postawa wielu ludzi wobec Kościoła może utrwalać się jako podstawowa religijna orientacja życiowa, wyrażająca się w haśle „Jezus tak - Kościół nie".

Krytyka Kościoła nie oznacza odejścia od niego czy zakwestionowania jego roli, może być dopominaniem się o nowe formy jego działalności, może być poszukiwaniem nowych wzorów obecności i działalności w kształtującym się społeczeństwie pluralistycznym (typ krytycznej akceptacji). Byłaby ona nie tyle symptomem kryzysu, co raczej przejawem trudności wzrostu. „Krytyka jest pożyteczna we wspólnocie - podkreśla Jan Paweł II - która zawsze potrzebuje przemiany i powinna starać się usuwać niedoskonałości. W wielu przypadkach pomaga jej postąpić naprzód. Jeśli jednak krytyka pochodzi od pucha Świętego, musi ją ożywiać pragnienie postępu w prawdzie i miłości. Nie może być przepojona goryczą. Nie może prowadzić do obrazy drugiego człowieka, przez czyny lub sądy uwłaczające czci osób lub grup. Musi ją przenikać szacunek oraz braterska i synowska miłość która każe unikać niewłaściwego rozgłosu i kierować się wskazaniami Chrystusa dotyczącymi upomnienia braterskiego".

W Polsce w latach dziewięćdziesiątych rzadko można spotkać się z obiektywną i wyważoną krytyką Kościoła. Także analizy socjologiczne na temat Kościoła prowadzą do mało przekonywających wniosków. Rzeczywistość społeczno-religijna w procesie przemian rozsadza zbyt wąskie ramy myśli i refleksji socjologicznej. W interpretacji sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się, trzeba rozróżniać dobro od zła, znaki nadziei od niebezpieczeństw. „Należy poddać czynniki pozytywne uważnemu rozeznaniu, aby nie pozostały w izolacji ani się sobie nie przeciwstawiały, absolutyzując swą wartość i nawzajem się zwalczając. To samo trzeba powiedzieć o zjawiskach negatywnych. Nie można wszystkich ich bezwarunkowo odrzucać, ponieważ w każdym z nich może być ukryta jakaś wartość, której prawda czeka na pełne wydobycie" (PDV 10).

Kościoła nie można stawiać na tej samej płaszczyźnie co i inne instytucje życia publicznego, jak np. wojsko, policja, Sejm, Senat, rząd itp., oraz poddawać w tym kontekście jego prestiż i zaufanie społeczne badaniom socjologicznym. Oznaczałoby to redukcję Kościoła do struktury społeczno-politycznej. Kościół chce być natomiast neutralny politycznie, jego misją profetyczną nie jest pouczanie społeczeństwa, jakiego rządu potrzebuje, jaka partia polityczna najlepiej reprezentuje jego interesy. Wypowiada się jednak w wielu sprawach publicznych i zapewne będzie to czynił nadal, zdając sobie sprawę, że w dyskursie publicznym w wolnymi demokratycznym społeczeństwie będzie jedną z wielu insynuacji zatroskanych o ład społeczny i moralny. Krytyka stanowiska Kościoła w sprawach społecznych jest dopuszczalna, a nawet pożądana, bo prowadzi do coraz lepszej aplikacji ogólnych zasad społeczno-etycznych nauki Kościoła do konkretnej rzeczywistości.

W społeczeństwie polskim lat dziewięćdziesiątych upowszechnia się jednak pewien rodzaj krytyki, który jest w istocie walką z Kościołem, a nawet z religią. Mówił o tej sprawie Jan Paweł II w Skoczowie 22 maja 1995 r.

Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji w życiu publicznymi w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia.

       Narzuca się wówczas ludziom wierzącym obowiązujące definicje rzeczywistości społecznej, moralnej i religijnej:

Dla ludzi wierzących Kościół nie jest rzeczywistością społeczną czy polityczną, lecz przede wszystkim rzeczywistością religijną. Prawdziwy Kościół nie utożsamia się z jego ramami instytucjonalnymi, nie jest instytucją działającą według kryteriów podaży i popytu. Część jednak spośród ludzi wierzących zapomina, że to oni są także Kościołem. Życzą sobie odsakralizowanego Kościoła i niekiedy wspierają - wprost lub pośrednio - destrukcyjną krytykę, o której mówił Jan Paweł II w Skoczowie. Nie chodzi rzecz jasna o formułowanie zaleceń: „nie będziesz wygłaszał krytycznych lub negatywnych sądów wartościujących o własnym Kościele", lecz o wezwanie do rozsądnej i odpowiedzialnej krytyki, uwzględniającej, że Kościół jest rzeczywistością ludzką i Boską.

 

 
   
 

[ STRONA GŁÓWNA | TEKSTY | LINKI | OJCIEC | DZIADEK |O MNIE |ARCHIWUM | E-MAIL ]