![]() |
|
O NIEKTÓRYCH ASPEKTACH MEDYTACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ |
|
|
|
Kongregacja
ds. Nauki Wiary
15
października 1989 r LIST DO BISKUPÓW KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO O NIEKTÓRYCH ASPEKTACH
MEDYTACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ I. Wstęp 1. Dzisiaj
wielu chrześcijan gorąco pragnie nauczyć się autentycznej i pogłębionej
modlitwy, chociaż współczesna kultura ogromnie utrudnia zaspokojenie odczuwanej
przez nich potrzeby ciszy, skupienia i medytacji. Na istnienie owej potrzeby
skupienia i autentycznego kontaktu z Bogiem wskazuje duże zainteresowanie -
także wśród chrześcijan - różnymi formami medytacji, związanymi z niektórymi
religiami Wschodu i z ich specyficznymi sposobami modlitwy. Jednakże temu
zjawisku towarzyszy, odczuwane przez wiele osób, poczucie konieczności
posiadania jasnych kryteriów doktrynalnych i duszpasterskich, które pozwoliłyby
połączyć wychowanie do różnorodnej w swych przejawach modlitwy z wiernością
światłu prawdy objawionej w Jezusie za pośrednictwem autentycznej Tradycji
Kościoła. Odpowiedzią na to pilne zapotrzebowanie ma być właśnie niniejszy
List; chodzi o to, aby występująca w różnych Kościołach partykularnych wielość
form modlitwy - także form nowych - nigdy nie przysłoniła jej właściwej natury,
osobistej i wspólnotowej. Te wskazania są skierowane przede wszystkim do
biskupów, aby stały się przedmiotem ich pasterskiej troski wobec powierzonych
sobie Kościołów i aby w ten sposób z nową gorliwością cały Lud Boży - kapłani,
zakonnicy i świeccy - wzywał w modlitwie Ojca przez Ducha Pana naszego Jezusa
Chrystusa. 2. W
wyniku coraz częstszego kontaktu z innymi religiami, z ich rozmaitymi stylami i
metodami modlitwy, w ostatnich dziesięcioleciach wielu wiernych stawia sobie
pytanie o wartości niechrześcijańskich form medytacji dla chrześcijan. Dotyczy
to przede wszystkim metod wschodnich[1].
Są tacy, którzy sięgają dzisiaj po te metody z motywów terapeutycznych: brak
duchowego spokoju w życiu poddanym męczącemu rytmowi narzuconemu przez
społeczeństwo technologicznie rozwinięte sprawia, że również niektórzy
chrześcijanie widzą w nich drogę do osiągnięcia wewnętrznego spokoju i
równowagi psychicznej. Rozważanie tego psychologicznego aspektu nie wchodzi w
zakres rozważań niniejszego Listu, którego celem jest ukazanie aspektów
teologicznych i duchowych zagadnienia. Inni chrześcijanie uważają, że poprzez
otwarcie się na inne religie i przez wymianę doświadczeń ich modlitwa może
dzięki tym metodom wiele zyskać. Konstatując, że obecnie wiele tradycyjnych
chrześcijańskich metod medytacji wyszło z użycia, pytają, czy wobec tego nie
byłoby możliwe wzbogacenie naszego dziedzictwa przez nowe wychowanie do
modlitwy, z uwzględnieniem także tego, co dotychczas było dlań obce. 3. Aby na
to pytanie odpowiedzieć, należy przede wszystkim zastanowić się, przynajmniej w
sposób ogólny, nad tym, jaka jest wewnętrzna natura chrześcijańskiej modlitwy,
by następnie zobaczyć, czy i w jaki sposób mogą ją wzbogacić metody medytacji
powstałe w innym kontekście religijnym i kulturowym. W tym celu należy w sposób
jasny sformułować podstawową przesłankę. Modlitwa chrześcijańska zawsze jest
określana przez strukturę chrześcijańskiej wiary, w której jaśnieje prawda o
Bogu i stworzeniu. Dlatego z całą ścisłością można powiedzieć, że przybiera
ona postać osobowego, wewnętrznego i głębokiego dialogu między człowiekiem a
Bogiem. Wyraża więc komunię istniejącą pomiędzy odkupionym stworzeniem i wewnętrznym
życiem Osób Trójcy Świętej. Owa komunia oparta na chrzcie i Eucharystii,
będących źródłem i szczytem życia Kościoła, zakłada postawę nawrócenia,
odejścia od "ja" w kierunku Bożego "Ty". Chrześcijańska
modlitwa jest wiec jednocześnie autentycznie osobista i wspólnotowa. Wzdraga
się przed bezosobowymi lub skoncentrowanymi na "ja" technikami, które
mogą wytworzyć automatyzmy prowadzące do zamknięcia się w duchowości
egotycznej, niezdolnej do swobodnego otwarcia się na transcendentnego Boga.
Jeżeli w Kościele poszukuje się nowych metod medytacji, to zawsze należy
pamiętać, że autentyczna modlitwa chrześcijańska jest spotkaniem dwóch
wolności: nieskończonej wolności Boga z ograniczoną wolnością człowieka. II. Modlitwa chrześcijańska w świetle
Objawienia 4. O tym,
jak powinien się modlić człowiek, który przyjmuje Objawienie Boże, mówi Pismo
Święte. W Starym Testamencie zawiera się wspaniały zbiór modlitw, które przez
wieki zachowały swą żywotność, są żywe także w Kościele Jezusa Chrystusa, dla
którego stały się podstawą modlitwy oficjalnej: Księga Uwielbień albo Psalmów[2].
Modlitwy w postaci psalmów znajdują się już w najdawniejszych tekstach Starego
Testamentu, a następnie powracają w jego tekstach późniejszych[3].
Modlitwy Księgi Psalmów mówią przede wszystkim o wielkich dziełach, które Bóg
uczynił dla swojego wybranego ludu. Te wielkie dzieła Boże Izrael rozważa,
kontempluje i uobecnia, utrwalając je w pamięci poprzez modlitwę. W Objawieniu
biblijnym Izrael dochodzi do rozpoznania i uwielbienia Boga w całym stworzeniu
i w losie każdego człowieka. Tak wiec wzywa Go jako Tego, który spieszy z
pomocą w niebezpieczeństwie, w chorobie, w prześladowaniu i w ucisku. I
wreszcie - zawsze w świetle Jego zbawczych dzieł - jest On wielbiony w boskiej
potędze i dobroci, w sprawiedliwości i miłosierdziu, w królewskiej wielkości. 5. W
Nowym Testamencie dzięki słowom, czynom, męce i zmartwychwstaniu Jezusa
Chrystusa rozpoznaje się w Nim ostatecznie samoobjawienie się Boga, Słowa Wcielonego,
które jest jednocześnie objawieniem najgłębszej Bożej Miłości. To Duch Święty
pozwala przenikać owe głębokości Boga, On bowiem, który jest posłany do serc
wierzących, "przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego" (1 Kor
2,10). Według obietnicy danej swym uczniom przez Jezusa Chrystusa, Duch wyjaśni
to wszystko, czego On jeszcze nie mógł im powiedzieć. Jednakże Duch "nie
będzie mówił od siebie, ale [...] Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie
i wam objawi" (J 16,13 nast.). To co Jezus nazywa tu "swoim",
należy, jak wyjaśnia dalej, także do Boga Ojca, bowiem "wszystko, co ma
Ojciec, jest moje; dlatego powiedziałem wam, że z mojego weźmie i wam
objawi" (J 16,15). Autorzy Nowego
Testamentu byli w pełni świadomi, że zawsze kiedy mówili o objawieniu Boga w
Chrystusie, byli oświeceni przez Ducha Świętego. Synoptycy opowiadają o czynach
i słowach Jezusa Chrystusa opartych na otrzymanym po wydarzeniach
wielkanocnych głębszym zrozumieniu wszystkiego, co oglądali i słyszeli
uczniowie. Cała Ewangelia Jana jest przeniknięta kontemplacją Tego, który od
początku jest Słowem Boga, Słowem, które stało się ciałem. Paweł, ujrzawszy na
drodze do Damaszku Jezusa w Jego boskim majestacie; stara się doprowadzić wiernych
do tego, by "wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest
Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość (tajemnicy Chrystusa) i poznać miłość
Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, aby zostali napełnieni całą Pełnią Bożą"
(Ef 3,18-19). Dla Pawła "Tajemnicą Boga jest Chrystus, w którym są ukryte
wszystkie skarby mądrości i wiedzy" (Kol 2,3) i wyjaśnia Apostoł:
"Mówię o tym, by was nikt nie zwodził pozornym dowodzeniem" (Kor
2,4). 6. Istnieje
więc ścisły związek między Objawieniem i modlitwą. Konstytucja dogmatyczna Dei verbum poucza nas, że poprzez
Objawienie niewidzialny Bóg "w nadmiarze swej miłości zwraca się do ludzi
jak do przyjaciół (por. Wj 33,11; J 15,14-15) i obcuje z nimi (por. Ba
3,38), aby ich zaprosić do Wspólnoty z sobą i przyjąć do niej"[4]. To objawienie
dokonało się za pośrednictwem słów i czynów, które zawsze są ze sobą wzajemnie
powiązane; od początku nieprzerwanie wszystko dąży w kierunku Chrystusa,
będącego pełnią objawienia i łaski oraz w kierunku daru Ducha Świętego. On
umożliwia człowiekowi przyjęcie i kontemplację słów i dzieł Boga, dziękczynienie
Mu i wielbienie Go w zgromadzeniu wiernych i w oświeconym łaską sercu. Dlatego
Kościół zawsze poleca lekturę słowa Bożego jako źródła modlitwy
chrześcijańskiej i równocześnie zachęca do odkrywania głębokiego sensu Pisma
Świętego poprzez modlitwę, by czytanie Biblii stało się "rozmową między
Bogiem a człowiekiem. Gdyż do Niego przemawiamy, gdy się modlimy, a Jego
słuchamy, gdy czytamy boskie wypowiedzi"[5]. 7. Z
tego, co zostało przypomniane, natychmiast można wysnuć pewne wnioski. Jeśli
modlitwa chrześcijanina musi się włączyć w trynitarne działanie Boga, to także
jej istotna treść będzie musiała być określona przez podwójny kierunek tego
działania: w Duchu Świętym Syn przychodzi na świat, aby go pojednać z Ojcem
przez swoje dzieła i swoje cierpienie; z drugiej strony, w tym samym działaniu
i w tym samym Duchu Wcielony Syn powraca do Ojca, wypełniając Jego wolę przez
mękę i zmartwychwstanie. Modlitwa Pańska Ojcze
nasz ukazuje jasno jedność tej akcji Boga: wola Ojca musi się realizować na
ziemi jako i w niebie (prośby o chleb, o przebaczenie, o opiekę ukazują
podstawowe wymiary woli Ojca w stosunku do nas), aby nowa ziemia żyła w
niebieskim Jeruzalem. Modlitwa
Pańska[6]
jest powierzona Kościołowi ("wy tak się módlcie") i dlatego modlitwa
chrześcijańska, także w odosobnieniu, jest w swej istocie modlitwą w owej
"komunii świętych", w której i z którą się modlimy, zarówno
uczestnicząc w modlitwie publicznej i liturgicznej, jak i modląc się prywatnie.
Dlatego zawsze musi to być modlitwa w autentycznym duchu modlącego się
Kościoła, a więc pod jego przewodnictwem, co czasem może się wyrażać w
doświadczonym kierownictwie duchowym. Chrześcijanin, także gdy modli się w
odosobnieniu i przy drzwiach zamkniętych, jest świadomy tego, że zawsze modli
się, zjednoczony z Chrystusem w Duchu Świętym, razem ze wszystkimi świętymi, o
dobro Kościoła[7]. III. Błędne sposoby modlitwy 8. Już w
pierwszych wiekach przeniknęły do Kościoła błędne sposoby modlitwy. Nawet
niektóre teksty Nowego Testamentu (por. 1 J 4,3; 1 Tm 1,3-7 i 4,3-4) pozwalają
rozpoznać ich ślady. W następstwie można zauważyć dwa podstawowe odchylenia:
pseudognozę i messalianizm, którymi zajmowali się Ojcowie Kościoła. Te
pierwotne doświadczenia chrześcijan i stanowisko Ojców są bardzo pouczające
przy podejmowaniu problematyki współczesnej. Występując
przeciwko pseudognozie[8],
Ojcowie stwierdzają, że materia jest stworzona przez Boga i jako taka nie jest
zła. Ponadto twierdzą, że łaska, której źródłem zawsze jest Duch Święty, nie
stanowi własności duszy, ale jako dar musi być wyproszona u Boga. Dlatego
oświecenie lub wyższe poznanie Ducha ("gnoza") nie sprawia, że wiara
chrześcijańska staje się czymś niepotrzebnym. Dla Ojców autentycznym znakiem
wyższego poznania i owocem modlitwy zawsze jest miłość chrześcijańska. 9. Jeśli
doskonałości modlitwy chrześcijańskiej nie można oceniać na podstawie
wzniosłości gnostycznego poznania, to tym bardziej nie można jej oceniać,
odwołując się do doświadczenia boskości, jak czyni to messalianizm[9].
Fałszywi charyzmatycy IV wieku utożsamiali łaskę Ducha Świętego z
psychologicznym doświadczeniem jej obecności w duszy. Występując przeciwko nim,
Ojcowie Kościoła podkreślali, że zjednoczenie modlącej się duszy z Bogiem
dokonuje się w tajemnicy, a zwłaszcza poprzez sakramenty Kościoła. Głosili
ponadto, że może się ono dokonywać nawet poprzez doświadczenia smutku lub
głębokiego bólu. Wbrew opinii messalian tego rodzaju uczucia niekoniecznie są
znakiem, że Duch opuścił duszę. Mogą zaś stanowić - jak zawsze wyraźnie
utrzymywali mistrzowie życia duchowego - autentyczny udział w opuszczeniu
przeżytym na krzyżu przez Chrystusa, który zawsze pozostaje wzorem modlitwy i
jej pośrednikiem[10]. 10. Obydwie
błędne formy są nadal pokusą dla grzesznego człowieka. Skłaniają go do usiłowań
pokonania dystansu dzielącego stworzenie od Stwórcy, jako czegoś, co nie
powinno istnieć; do traktowania ziemskiego życia Chrystusa, będącego dla nas
drogą do Ojca, jako rzeczywistości nieaktualnej; do sprowadzania tego, co jest
dane jako czysta łaska do poziomu psychologii naturalnej - "wyższego
poznania" lub "doświadczenia". Wydaje się, że
owe błędne formy, które od czasu do czasu pojawiały się w ciągu historii
odnośnie do modlitwy Kościoła, dzisiaj znów budzą zainteresowanie wielu
chrześcijan, jawiąc się im jako psychologiczna i duchowa pomoc oraz jako sposób
na szybkie znalezienie Boga[11]. 11. Rozpoznanie
owych błędnych form, gdziekolwiek one występują, jest bardzo łatwe. Medytacja
chrześcijańska prowadzi modlącego się do tego, by w zbawczych dziełach Boga
dokonanych w Chrystusie, Słowie Wcielonym i w darze Jego Ducha pojąć
objawiającą się w nich zawsze - poprzez wymiar ludzki, ziemski - głębię Boga.
Natomiast w omawianych tu metodach medytacji, także wtedy, gdy punktem wyjścia
są słowa i czyny Jezusa, pomija się - o ile to możliwe - wszystko co ziemskie,
zmysłowe i mieszczące się w granicach pojęć, by wejść lub zanurzyć się w sferę
boskości, która jako taka jest nieziemska, nieuchwytna dla zmysłów, niepojęta[12].
Owa tendencja, obecna już w późnej religijności greckiej (przede wszystkim w
"neoplatonizmie"), występuje również u podstaw inspiracji religijnej
wielu ludów, które zrozumiały ubóstwo posiadanych wyobrażeń boskości oraz podejmowanych
przez siebie prób zbliżenia się do niej. 12. Występujące
dziś zjawisko rozpowszechniania się wschodnich metod medytacji w świecie
chrześcijańskim i we wspólnotach kościelnych stawia nas wobec gwałtownego
powrotu do nie pozbawionych ryzyka i błędów usiłowań połączenia
chrześcijańskiej medytacji z niechrześcijańską. Tego rodzaju propozycje są
liczne i bardziej lub mniej radykalne: jedne stosują metody wschodnie jedynie
jako psychologiczne przygotowanie do prawdziwie chrześcijańskiej kontemplacji,
inne idą dalej, próbując za pomocą różnych technik osiągnąć duchowe
doświadczenia analogiczne do doświadczeń znanych z opisów niektórych mistyków
katolickich[13];
jeszcze inne nie wahają się umieszczać proponowanego przez buddyjską teorię
absolutu bez obrazów i pojęć[14]
na tym samym poziomie, co majestat Boga objawionego w Chrystusie, który jest
większy niż cała rzeczywistość skończona. W tym celu posługują się
"teologią negatywną", która idzie dalej aniżeli jakiekolwiek
pozytywne twierdzenie o Bogu, utrzymując, że nic z tego, co jest na świecie,
nie może być śladem wskazującym na nieskończoność Boga. Owe metody proponują
nie tylko porzucenie medytacji zbawczych dzieł Boga Starego i Nowego Przymierza
dokonanych w historii, ale także samej idei Trójjedynego Boga, który jest
miłością, na rzecz zanurzenia się w "nieokreślonej otchłani boskości"[15]. Te i podobne
propozycje pogodzenia chrześcijańskiej medytacji z technikami wschodnimi,
jeżeli nie mają prowadzić do zgubnego synkretyzmu, muszą być stale poddawane
weryfikacji, w której dokładnie będzie się odróżniać samą metodę od treści. IV. Chrześcijańska droga zjednoczenia z
Bogiem 13. Chcąc
znaleźć właściwą "drogę" modlitwy, chrześcijanin powinien uwzględnić
to, co zostało wyżej powiedziane o najważniejszych elementach drogi Chrystusa,
dla którego "pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Go posłał, i wykonać
Jego dzieło" (J 4,34). Najpełniejsze zjednoczenie Jezusa z Ojcem
nieustannie wyraża się w głębokiej modlitwie. Ojciec posyła Go do ludzi, do
grzeszników, nawet do tych, którzy Go zabiją. On zaś najściślej jednoczy się z
Ojcem przez posłuszeństwo Jego woli. Nie pozostaje to w żadnej sprzeczności z
modlitwą samotną; w ciągu ziemskiego życia Jezus udaje się na miejsca samotne,
by tam się modlić, by się zjednoczyć z Ojcem i by od Niego otrzymać nową moc do
wypełnienia swojej misji w świecie. Na Taborze, gdzie niewątpliwie objawiło
się Jego zjednoczenie z Ojcem, mowa jest o Jego przyszłej męce (por. Łk 9,31) i
absolutnie nie wchodzi w grę pozostanie w "trzech namiotach". Każda
chrześcijańska modlitwa kontemplacyjna prowadzi do miłości bliźniego; do
działania i do cierpienia i właśnie w ten sposób najbardziej przybliża do Boga. 14. Aby
się zbliżyć do owej tajemnicy zjednoczenia z Bogiem, które Ojcowie greccy
nazywali przebóstwieniem człowieka i aby dobrze zrozumieć, w jaki sposób to się
dokonuje, należy przede wszystkim pamiętać o tym, że człowiek w swej istocie
jest stworzeniem[16]
i stworzeniem pozostanie na wieki, nigdy więc nie będzie możliwe wchłonięcie
ludzkiego "ja" przez "Ja" Boskie, nawet w najwyższych
stanach łaski. Jednakże trzeba uznać, że osoba ludzka jest stworzona "na
obraz i podobieństwo" Boże i pierwowzorem tego obrazu jest Syn Boży, w
którym i przez którego zostaliśmy stworzeni (por. Kol 1,16). Właśnie ten
pierwowzór objawia nam największą i najpiękniejszą tajemnicę chrześcijaństwa:
Syn jest wiecznie "inny" od Ojca, a jednak w Duchu Świętym jest
"współistotny Ojcu"; w konsekwencji "inność" nie jest złem,
ale raczej największym dobrem. Istnieje "inność" w Bogu, który ma
jedną naturę w trzech Osobach, oraz "inność" między Bogiem i stworzeniem,
która wynika z różnicy natury. Wreszcie w Eucharystii, a także w innych
sakramentach - i analogicznie w swoich czynach i słowach - Chrystus daje nam
siebie, czyniąc nas uczestnikami swojej boskiej natury[17]
bez naruszania natury stworzenia, w której On sam uczestniczy poprzez
Wcielenie. 15. Rozważanie
tych prawd prowadzi do zdumiewającego odkrycia, że w chrześcijaństwie ponad
wszelką miarę, bez unicestwienia w morzu absolutu osobowego "ja", z
zachowaniem statusu stworzenia spełniają się wszystkie pragnienia zawarte w
modlitwie innych religii. "Bóg jest miłością" (J 4,8): to głęboko
chrześcijańskie stwierdzenie doskonale łączy w sobie zjednoczenie i
"inność" kochającego i kochanego w wiecznej wymianie oraz dialogu.
Bóg jest ową wieczną wymianą i my w pełnej prawdzie możemy stać się
uczestnikami Chrystusa jako "przybrani synowie", wołając z Synem w
Duchu Świętym "Abba Ojcze". W tym sensie Ojcowie Kościoła mają pełną
rację, mówiąc o przebóstwieniu człowieka, który wcielony w Chrystusa Syna
Bożego przez naturę, poprzez Jego łaskę staje się uczestnikiem natury Boskiej,
"synem w Synu". Chrześcijanin, otrzymując Ducha Świętego, wielbi Ojca
i rzeczywiście uczestniczy w trynitarnym życiu Boga. V. Kwestie dotyczące modlitwy 16. Zazwyczaj
wielkie religie, które dążyły do zjednoczenia z Bogiem na modlitwie,
wskazywały także sposoby osiągnięcia tego zjednoczenia: Ponieważ "Kościół
katolicki nie odrzuca niczego z tego, co w religiach owych jest prawdziwe i
święte"[18],
nie należy z góry wskazań tych, jako niechrześcijańskich, odrzucać.
Przeciwnie, można przyjąć to, co jest w nich pożyteczne, pod warunkiem, że się
nie straci z oczu chrześcijańskiego rozumienia modlitwy, jej logiki i wymagań,
nowe bowiem sformułowanie owych elementów i ich przyjęcie musi się dokonywać w
tym kontekście. Z elementów tych należy wymienić przede wszystkim pokorną
akceptację doświadczonego w życiu modlitwy mistrza i jego wskazań; świadomość
tego obecna była w doświadczeniu chrześcijańskim już od czasów najdawniejszych,
od epoki Ojców pustyni. Doświadczony w sentire
cum Ecclesia mistrz powinien nie tylko prowadzić i ostrzegać przed
niebezpieczeństwami, ale jako ojciec duchowny, trafiając wprost do serca
ucznia, wprowadzić go w życie modlitwy, które jest darem Ducha Świętego. 17. Późna
starożytność niechrześcijańska rozróżniała trzy etapy w dążeniu do
doskonałości: droga oczyszczenia, oświecenia i zjednoczenia. Posłużyło to jako
model dla wielu szkół chrześcijańskiej duchowości. Ten schemat, sam w sobie
poprawny, wymaga jednak pewnych uściśleń, które pozwolą na właściwą jego interpretację
chrześcijańską i uniknięcie niebezpiecznych nieporozumień. 18. Poszukiwanie
Boga na modlitwie musi być poprzedzone i iść w parze z ascezą oraz
oczyszczeniem z własnych grzechów i błędów, według bowiem słów Jezusa tylko
ludzie "czystego serca Boga oglądać będą" (Mt 5,8). Ewangelia zmierza
przede wszystkim do moralnego oczyszczenia, to jest da przywrócenia prawdy i
miłości oraz - sięgając głębiej - do oczyszczenia ze wszystkich odruchów egoizmu,
które przeszkadzają człowiekowi w rozpoznaniu i przyjęciu woli Bożej w jej
doskonałości. Nie namiętności jako takie są złe (jak myśleli stoicy i neoplatończycy),
ale ich egoistyczne tendencje. Od nich chrześcijanin musi się uwolnić, aby
osiągnąć ów stan pozytywnej wolności, który w starożytności chrześcijańskiej
był określany terminem apatheja, w
średniowieczu impassibilitas, a w
ignacjańskich ćwiczeniach duchowych indiferentia[19]. Nie jest to
możliwe bez radykalnego wyrzeczenia; widzimy to także w pismach św. Pawła,
który wyraźnie mówi o "umartwieniu grzesznych skłonności"[20].
Tylko dzięki takiemu wyrzeczeniu człowiek staje się wolny, może wypełniać wolę
Bożą oraz uczestniczy w wolności Ducha Świętego. 19. Dlatego
należy przeprowadzić poprawną interpretację nauki tych mistrzów, którzy
polecają "usunąć" z umysłu wszelkie zmysłowe przedstawienia i
pojęcia, skupiając pełną miłości uwagę na Bogu, tak że powstała w ten sposób
próżnia może być wypełniona boskim bogactwem. Próżnią, której Bóg potrzebuje,
jest odrzucenie egoizmu, niekoniecznie zaś odrzucenie rzeczy stworzonych, które
On nam dał i pośród których nas umieścił. Niewątpliwie, modlitwa wymaga
całkowitego skoncentrowania się na Bogu i wykluczenia, na ile to możliwe, spraw
ziemskich, które nas przykuwają do własnego egoizmu. Święty Augustyn jest tu
znakomitym mistrzem: jeśli chcesz znaleźć Boga - mówi - porzuć świat
zewnętrzny i wejdź w siebie. Jednakże nie pozostań w sobie, ale przekrocz
siebie, nie jesteś bowiem Bogiem: On jest głębszy i większy od ciebie.
"Szukam jego obecności w duszy mojej i jej nie znajduję; pomimo to
rozważałem w poszukiwaniu Boga i wzdychałem do Niego; przez stworzenia starałem
się poznać niewidzialne Jego przymioty (Rz 1,20)"[21].
"Zamknięcie się w sobie" - oto prawdziwe niebezpieczeństwo. Wielki
Doktor Kościoła poleca skoncentrować się w sobie, ale także przekroczyć własne
"ja", które nie jest Bogiem, lecz tylko stworzeniem, "Bóg jest inter intimo meo et superior summo meo -
głębszy od mojej głębi i wyższy od mojej wysokości"[22].
Bóg rzeczywiście jest w nas i z nami, ale nas przewyższa swoją tajemnicą[23]. 20. Z
punktu widzenia dogmatycznego osiągnięcie doskonałej miłości Boga nie jest
możliwe, jeżeli się pominie dany w Synu Wcielonym, ukrzyżowanym i zmartwychwstałym
dar z samego siebie. W nim przez działanie Ducha Świętego otrzymujemy jako
czystą łaskę udział w wewnętrznym życiu Bożym. Gdy Jezus mówi: "Kto Mnie
zobaczył, zobaczył także i Ojca" (J 14,9), nie mówi o zewnętrznym
oglądaniu i znajomości Jego postaci ludzkiej ("Ciało na nic się nie
przyda", J 6,63). Odnosi się to raczej do oglądu możliwego dzięki
łasce wiary: poprzez osiągalne dla zmysłów poznanie Jezusa oglądanie tego, co
On jako Słowo Ojca chce nam naprawdę oznajmić o Bogu ("Duch daje życie
[...]; słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem", J 6,63).
W tym "oglądaniu" nie chodzi o abstrakcję czysto ludzką
(ab-stractio) postaci, w której Bóg się objawił, ale o przyjęcie rzeczywistości
Bożej w ludzkiej postaci Jezusa o przyjęcie Jego wymiaru Bożego i wiecznego w
Jego doczesności. Jak mówi św. Ignacy w Ćwiczeniach
duchowych, będziemy musieli próbować pojąć "woń nieskończoną i
nieskończoną słodycz boskości" (n.124), wychodząc od nieskończonej prawdy
objawionej, od której rozpoczęliśmy. Podnosząc nas, Bóg może "uwolnić
nas" od tego wszystkiego, co nas zatrzymuje w tym świecie i w pełni
przygarnąć nas do życia trynitarnego swojej wiecznej miłości. Dar ten może być
udzielony tylko "w Chrystusie przez Ducha Świętego" i nie da się go
osiągnąć własnym wysiłkiem, w oderwaniu od Jego objawienia. 21. Na
drodze chrześcijańskiego życia po etapie oczyszczenia następuje oświecenie
przez miłość, którą Ojciec nam daje w Synu, i przez namaszczenie, które od
Niego otrzymujemy w Duchu Świętym (por. 1 J 2,20). Od czasów
chrześcijańskiej starożytności mówi się o "oświeceniu" otrzymanym na
chrzcie. Ono prowadzi wtajemniczonych w Boże tajemnice wiernych do poznania
Chrystusa przez wiarę, która z kolei działa przez miłość. Co więcej, niektórzy
pisarze kościelni wyraźnie mówią o oświeceniu otrzymanym na chrzcie jako o podstawie
wzniosłego poznania Chrystusa Jezusa (por. Flm 3,8), określonego jako
"theoria", czyli kontemplacja[24]. Przez łaskę
chrztu świętego wierni są powołani do postępowania w znajomości tajemnic Bożych
i do dawania o nich świadectwa dzięki "głębokiemu, doświadczeniu
pojmowaniu spraw duchowych"[25].
Żadne światło Boże nie odbiera aktualności prawdom wiary. Łaski i oświecenia,
których Bóg może udzielić, raczej pomagają w rozumieniu głębszego wymiaru
tajemnic wyznawanych i sprawowanych przez Kościół w oczekiwaniu dnia w którym
chrześcijanin będzie mógł kontemplować Boga, jakim jest w chwale (por. 1 J
3,2). 22. W
końcu, jeśli Bóg tego zechce, modlący się chrześcijanin może osiągnąć
szczególne doświadczenie zjednoczenia. Obiektywny początek owego zjednoczenia
chrześcijanina z Bogiem stanowią sakramenty, przede wszystkim chrzest i Eucharystia[26].
Poprzez sakramenty i dzięki specjalnej łasce Ducha, modlący się może być
wezwany do tego szczególnego rodzaju zjednoczenia z Bogiem, które w chrześcijaństwie
jest określane jako mistyczne. 23. Oczywiście,
chrześcijaninowi są potrzebne okresy samotności, aby się skupić i w obecności.
Boga odnaleźć swoją drogę. Ale jako stworzenie, które wie, że jest bezpieczne
tylko dzięki łasce, sposób, w jaki zbliża się on do Boga, nie opiera się na
jakiejkolwiek technice w ścisłym sensie tego słowa. Byłoby to sprzeczne z
duchem dziecięctwa, wymaganym przez Ewangelię. Prawdziwa mistyka chrześcijańska
nie ma nic wspólnego z techniką: zawsze jest darem Bożym, którego ten, kto go
otrzymuje, czuje się niegodny[27]. 24. Istnieją
specjalne łaski mistyczne, na przykład udzielone założycielem kościelnych
instytutów dla dobra ich fundacji, czy innym świętym, znamienne dla ich
szczególnego doświadczenia modlitewnego, które jako takie nie mogą być
przedmiotem naśladowania ani dążeń innych wiernych, także należących do tych samych
instytutów i dążących do coraz doskonalszej modlitwy[28].
Mogą bowiem istnieć różne stopnie i różne sposoby uczestniczenia w
doświadczeniu modlitwy założyciela i niekoniecznie u wszystkich w tej samej
postaci. Zresztą doświadczenie modlitwy, zajmujące uprzywilejowane miejsce we
wszystkich, starożytnych i współczesnych, autentycznie kościelnych
instytucjach, jest ostatecznie czymś zawsze osobistym. Bóg daje swe łaski
konkretnej osobie ze względu na modlitwę. 25. Jeśli
chodzi o mistykę, to trzeba rozróżnić pomiędzy darami Ducha Świętego a
charyzmatami, których Bóg udziela wedle własnej woli. Dary Ducha Świętego każdy
chrześcijanin może w sobie rozwijać gorliwie, żyjąc wiarą, nadzieją i miłością
i w ten sposób, przez prawdziwą ascezę dojść do pewnego doświadczenia Boga
oraz do prawd wiary. O charyzmatach mówi św. Paweł, że służą one przede
wszystkim dobru Kościoła, czyli dobru innych członków Mistycznego Ciała Chrystusa
(por. 1 Kor 12,7). Należy w związku z tym przypomnieć, że charyzmatów nie można
utożsamiać z darami nadzwyczajnymi ("mistycznymi") (por. Rz 12,3-21)
oraz że granica między "darami Ducha Świętego" i
"charyzmatami" może być płynna. Jest rzeczą pewną, że owocny dla
Kościoła charyzmat nie może w nowotestamentalnym świecie funkcjonować bez
określonego stopnia doskonałości osobistej i, z drugiej strony, że każdy
"żywy" chrześcijanin ma do spełnienia specjalne zadanie (i w tym
sensie "charyzmat") "dla budowania Ciała Chrystusa" (por.
Ef 4,15-16)[29],
w komunii z hierarchią, która "szczególnie powołana jest, by nie zgasić
Ducha, lecz doświadczać wszystkiego i zachować to, co dobre" (Lumen gentium, 12). VI. Metody psychofizyczne i cielesne 26. Doświadczenie
uczy, że pozycja i postawa ciała nie pozostaje bez wpływu na skupienie i stan
ducha. Na ten fakt zwrócili uwagę niektórzy pisarze chrześcijańskiego Wschodu
i Zachodu. Ich refleksje,
choć mają elementy wspólne z niechrześcijańskimi, wschodnimi metodami
medytacji, są wolne od tej przesady lub jednostronności, które dziś często
znamionują propozycje przedstawiane przez ludzi niedostatecznie przygotowanych. Ci autorzy
zajmujący się duchowością przyjęli elementy, które ułatwiają skupienie na
modlitwie, uznając równocześnie ich względną wartość: są one pożyteczne, jeśli
się je na nowo sformułuje, mając na względzie cel modlitwy chrześcijańskiej[30].
Na przykład post ma w chrześcijaństwie znaczenie przede wszystkim jako
ćwiczenie pokutne i wyrzeczenie, ale już według Ojców miał on lepiej usposabiać
człowieka na spotkanie z Bogiem oraz zwiększać zdolność chrześcijanina do
panowania nad sobą i czynić go wrażliwszym na potrzeby braci. W modlitwie
nawiązać łączność z Bogiem musi cały człowiek, a więc także i jego ciało musi
przyjąć taką postawę, która bardziej sprzyja skupieniu[31].
Postawa ta może w sposób symboliczny wyrażać samą modlitwę, zmieniając się w
zależności od kultur i osobistej wrażliwości. Dziś na niektórych obszarach
świata chrześcijanie coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, że postawa ciała
może sprzyjać modlitwie. 27. Medytacja
chrześcijańskiego Wschodu[32]
docenia symbolizm psychofizyczny, którego często brakowało modlitwie Zachodu.
Dotyczyć to może określonej postawy ciała, ale także podstawowych funkcji
życiowych, takich jak oddychanie czy bicie serca. Na przykład, ćwiczenie Modlitwy Jezusa, które odpowiada
naturalnemu rytmowi oddychania; może - przynajmniej przez pewien czas -
stanowić dla wielu osób rzeczywistą pomoc[33].
Z drugiej strony, także ci sami wschodni mistrzowie stwierdzili, że nie
wszyscy są jednakowo zdolni do korzystania z tych symbolizmów, nie wszyscy
bowiem są w stanie przejść od znaku materialnego do poszukiwanej rzeczywistości
duchowej. Źle rozumiany symbolizm może nawet stać się idolem i w konsekwencji
przeszkodą w podniesieniu ducha ku Bogu. Jeszcze trudniejsze jest przeżywanie
w sferze modlitwy całej rzeczywistości ciała jako symbolu: może się to
przerodzić w kult ciała i prowadzić do złudnego utożsamiania wszystkich wrażeń
z doświadczeniami duchowymi. 28. Niektóre
ćwiczenia fizyczne automatycznie wywołują wrażenia spokoju i odprężenia,
uczucia błogości, a nawet światła i ciepła, przypominające radości duchowe.
Branie ich za autentyczne pociechy Ducha Świętego oznaczałoby całkowicie błędne
pojmowanie drogi duchowej. Nadawanie im znaczeń symbolicznych, typowych dla
doświadczenia mistycznego, gdy nie odpowiada im moralna postawa zainteresowanego,
ujawniałoby pewien rodzaj umysłowej schizofrenii, która noże prowadzić nawet do
zaburzeń psychicznych, a niekiedy do odchyleń moralnych. Nie oznacza
to, że autentyczne praktyki medytacji, wywodzące się z chrześcijańskiego
Wschodu i z wielkich religii niechrześcijańskich, tak bardzo pociągające
rozbitego wewnętrznie i zdezorientowanego człowieka współczesnego, nie mogą być
odpowiednią pomocą dla modlącego się, by stanął w obecności Bożej wewnętrznie
odprężony nawet pośród trosk zewnętrznych. Trzeba jednak
pamiętać, że stałe zjednoczenie z Bogiem lub wewnętrzne czuwanie i wzywanie
pomocy Bożej, które w Nowym Testamencie nazywane jest "nieustanną
modlitwą"[34],
może trwać także wtedy, gdy człowiek - zgodnie z wolą Bożą - oddaje się pracy i
trosce o bliźniego. Poucza nas Apostoł: "Przeto czy jecie, czy pijecie,
czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie" ( 1 Kor
10,31). W istocie, autentyczna modlitwa, jak twierdzą wielcy mistrzowie życia
wewnętrznego wzbudza w modlących się gorącą miłość, która przynagla ich do
udziału w misji Kościoła i do służby braciom na większą chwałę Bożą[35]. VII. "Ja jestem Drogą" 29. Każdy
powinien odnaleźć w różnorodności i bogactwie modlitwy chrześcijańskiej,
której uczy Kościół, własną drogę, własny sposób modlitwy, ale te wszystkie
drogi osobiste łączą się w końcu w tej drodze do Ojca, którą jest Jezus
Chrystus. Tak wiec, niech każdy w poszukiwaniu własnej drogi pozwoli się prowadzić
nie własnym, osobistym upodobaniom, ale Duchowi Świętemu, który przez Chrystusa
wiedzie nas do Ojca. 30. W
życiu modlącego się człowieka przychodzą jednak chwile, w których czuje się on
opuszczony i zagubiony, kiedy pomimo wszelkich starań wcale nie
"czuje" obecności Boga. Wtedy niech pamięta, że tego rodzaju próby
nikomu, kto traktuje poważnie modlitwę, nie są oszczędzone. Nie należy jednak
tego doświadczenia, wspólnego wszystkim modlącym się chrześcijanom, uważać za
mistyczną "noc ciemną". W każdym razie człowiek, który w tych
okresach z całą stanowczością stara się wytrwać w modlitwie może mieć poczucie,
że modli się jakby "mechanicznie". W rzeczywistości jednak mamy tu do
czynienia z czymś zupełnie innym: właśnie wtedy jego modlitwa jest wyrazem jego
wierności wobec Boga, w którego obecności chce pozostać także wówczas, gdy w
zamian nie otrzymuje żadnej subiektywnej pociechy. W tych, na
pozór negatywnych momentach, okazuje się, czego naprawdę człowiek szuka w
modlitwie: czy Boga, który w swej nieskończonej wolności zawsze go przewyższa,
czy też raczej szuka samego siebie, pozostając zamknięty w obrębie własnych
doświadczeń, które albo ocenia pozytywnie jako doświadczenia zjednoczenia z
Bogiem, albo negatywnie - jako doświadczenie mistycznej "pustki". 31. Miłości
Boga, będącej jedynym przedmiotem chrześcijańskiej kontemplacji, nie można
osiągnąć za pomocą jakiejkolwiek metody czy techniki: raczej musimy zawsze mieć
wzrok utkwiony w Jezusa Chrystusa, w którym miłość Boga do nas osiągnęła taki
wymiar, że na krzyżu przeżył On poczucie oddalenia od Ojca (por.
Mk 15,34). Musimy wiec pozostawić Bogu decyzję co do sposobu, w jaki chce
uczynić nas uczestnikami swojej miłości. Ale nigdy w żaden sposób nie możemy
starać się o osiągnięcie tego samego poziomu, co kontemplowany przedmiot,
którym jest nieskrępowana niczym miłość Boga, nawet wtedy, gdy z miłosierdzia
Boga Ojca, poprzez Ducha Świętego posłanego do naszych serc, jest nam darmo
dany w Chrystusie jakiś zmysłowy odblask tej miłości Bożej i czujemy się
pociągnięci prawdą i pięknem Pana. Im bardziej
dane jest stworzeniu przybliżyć się do Boga, tym bardziej wzrasta w nim cześć
dla trzykroć świętego Boga. Wtedy staje się zrozumiała myśl św. Augustyna:
"Ty możesz nazywać mnie przyjacielem, ja wiem, że jestem sługą"[36]
i dobrze znane nam słowa Tej, która została dopuszczona do największej
zażyłości z Bogiem: "Wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej" (Łk
1,48). W czasie
audiencji udzielonej niżej podpisanemu Kardynałowi Prefektowi, Jego
Świątobliwość Jan Paweł II zatwierdził ten List, uchwalony na zebraniu
plenarnym tej Kongregacji, i zarządził jego opublikowanie. Rzym, w siedzibie
Kongregacji ds. Nauki Wiary, 15 października 1989 r., w dniu wspomnienia
liturgicznego św. Teresy od Jezusa. Joseph Kard. Ratzinger Prefekt Alberto Bovone Abp tyt. Cezarei Numidyjskiej Sekretarz Kardynał
Joseph Ratzinger LIST DO BISKUPÓW KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO O NIEKTÓRYCH
ASPEKTACH MEDYTACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ Wiele osób
stawia sobie pytanie, dlaczego Kongregacja ds. Nauki Wiary ogłasza list na
temat chrześcijańskiej medytacji. Odpowiedź jest prosta. Medytacja jest tą
formą modlitwy, która w ostatnich latach budzi coraz większe zainteresowanie,
wydaje się bowiem, że może ona stanowić przeciwwagę dla niepokojów współczesnej
egzystencji, wręcz lekarstwo, które poczynając od wewnątrz, od serca,
przyniesie człowiekowi uzdrowienie, uwolni go od codziennych stresów i da
wewnętrzny pokój. W ten sposób jeden z rodzajów modlitwy wzbudzi
zainteresowanie nowoczesnego społeczeństwa, zainteresowanie wychodzące poza
krąg ludzi wierzących, gdyż metody terapeutyczne o nastawieniu ściśle naukowym
rodzą coraz więcej wątpliwości. Uświadomienie sobie na nowo jedności istoty
ludzkiej, jedności tego, co jest w - niej cielesne i duchowe, stworzyło pilne
zapotrzebowanie na znalezienie terapii obejmującej całą osobę. Ten powrót do
duchowego wymiaru ludzkiej egzystencji, który - co jest paradoksalne -
interesuje nawet środowiska materialistyczne, należy powitać z satysfakcją.
Jednakże ze zjawiskiem tym wiąże się również niebezpieczeństwo kolejnej
jednostronności wypaczenia istoty religii. Może tu przeważyć postawa
egoistyczna: pojęcie Boga rozpłynie się w nieokreślonym wymiarze duchowym, a
ten z kolei posłuży po prostu realizacji celów własnego ja. Tego rodzaju
"modlitwa" zamiast kierować istotę ludzką do wyjścia poza własne ja,
staje się autoafirmacją. Duchowość lub nieskończoność, która w tej sytuacji
przybrała wymiar bezosobowy, staje się po prostu "kąpielą", w której
istota ludzka siebie sama umacnia lub też stara się uwolnić od ciężaru bycia
osobą, z błogością zanurzając się w wielkiej rzece bytu. Religia staje się
wtedy instrumentalizowaniem boskości do realizacji własnych celów, ucieczką do
przyjemnych wrażeń lub też środkiem terapeutycznym. Niekiedy nawet dla
wierzących poważnym problemem bywa pokusa ucieczki do techniki pogrążenia się w
medytacji, by uniknąć osobistego spotkania z Bogiem i osobiste zaangażowanie
zastąpić techniką, która już nie wymaga żadnego aktu wiary, a tylko opanowania
pewnych reguł. W takim przypadku człowiek nadal pozostaje religijny, może nawet
jest bardziej religijny niż przedtem: w wielu przypadkach nadal jako symbolów
używa się treści chrześcijańskich, lecz obraz Boga i istoty ludzkiej
radykalnie się zmienia, znika bowiem bezpośrednie spotkanie z Bogiem żywym. Za
fasadą odnowionej pobożności wiara znika, rozsypuje się to, co stanowi
specyfikę chrześcijaństwa. Nowe
zainteresowanie tym, co duchowe i religijne, znajdujące wyraz w zapotrzebowaniu
na medytację, nosi w sobie przeciwstawne możliwości. Może stać się drogą do
Boga, ale także może zagubić się w niewłaściwych formach. Dlatego Kongregacja
uznała za wskazane wyjaśnić tę kwestię, modlitwa bowiem jest aktualizacją
wiary: modlitwa bez wiary staje się ślepa, wiara zaś bez modlitwy się rozpada.
Jednocześnie pragnieniem Kongregacji było przyjście z pomocą licznym, powstającym
na całym świecie grupom modlitewnym, zakonom kontemplacyjnym i czynnym,
wreszcie tym wszystkim, którzy szukają żywej formy modlitwy. Zgłębienie
problemu prawidłowej drogi modlitwy prowadzi jednocześnie do wyjaśnienia
antropologicznej struktury wiary chrześcijańskiej. Podstawowe twierdzenie
dokumentu jest bardzo proste: medytacja chrześcijańska nie jest pogrążeniem się
w bezosobowej atmosferze boskości, bezkształtnej otchłani bez oblicza. Ze swej
natury jest ona spotkaniem dwóch wolności: wolność Boga spotyka się z moją
wolnością, którą On stworzył i do której się odwołuje. Struktura modlitwy i
wiary chrześcijańskiej jest głęboko personalistyczna: moje ja spotyka Boże Ty.
Podczas gdy bezosobowe formy medytacji są z samej swej istoty naturalistyczne i
uważają wolność za ciężar, od którego uwalniam się pogrążając w anonimowości -
to dla wiary chrześcijańskiej punktem wyjścia jest prymat wolności: Bóg jest
wolnością i dlatego nie unicestwia wolności, ale wzbudza ją przez spotkanie miłości.
Oznacza to jednak, że w modlitwie zawsze zawiera się wyjście poza siebie, bez
czego miłość nie może się zrealizować. Dokument odwołuje się w tym miejscu do
nauki św. Augustyna o stopniach nawrócenia. Pierwszym krokiem ku nawróceniu
jest skoncentrowanie się w sobie, wniknięcie w swoje wnętrze. Jednak droga nawrócenia
nie może poprzestać na skupieniu, winna następnie pokonać własne Ja, pokonać
nie przez zniszczenie siebie, ale przez przystąpienie do inności Boga, który
mnie uwalnia ode mnie samego (por.n.19). Ten personalistyczny
element chrześcijańskiej nauki o Bogu i człowieku był jednym z budzących
entuzjazm odkryć filozofii i teologii okresu międzywojennego. Dziś czujemy się
już trochę zmęczeni personalizmem, Podobnie jak wielu zmęczyło się wolnością.
Nie szuka się już nieustannego stwierdzania "inności", ale jej
przezwyciężenia, uwolnienia poszczególnych osób od izolacji. Dokument szeroko
rozważa ten temat; to, co w owym pragnieniu jest słuszne, zostaje ukazane. Spotkanie Boga
z człowiekiem nie jest zwykłym postawieniem mojego ja i Jego Ty na tym samym
poziomie. Boże Ty jest trynitarne, jest też kręgiem miłości, w którym tożsamość
i inność łączą się z sobą. Spotkanie Boga oznacza włączenie w krąg Trójcy
Świętej. Na ten temat dokument stwierdza: "Syn jest wiecznie inny od Ojca
[...]; w konsekwencji inność nie jest złem, ale raczej największym dobrem.
Istnieje inność w Bogu, który ma jedną naturę w trzech Osobach" (n.14).
Okazuje się, że ciasny personalizm jest nie do utrzymania nie tylko dlatego, że
obraz Boga zmienia nasze wyobrażenie o własnym ja i Ty we wspólnocie
trynitarnej, ale również dlatego, że przeczy mu ludzki wkład w historię wiary.
Istotnie bowiem Syn stał się człowiekiem i z krzyża przyjmuje nas wszystkich w
swoje ramiona. Znaczy to, że stajemy się "trynitarni" poprzez fakt,
iż wraz z Synem stajemy się jednym, nowym Ja: żyje ja; ale już nie ja jestem
tym, który żyje, lecz Chrystus (por. Ga 2,20). Chrześcijańskie rozwiązanie
problemu wyzwolenia z niewoli własnego ja nie oznacza więc rozproszenia osoby,
oznacza raczej miłość, która z inności tworzy najwyższą jedność i sprawia, że
bycie innym staje się bogactwem jedności. Wynikają z
tego dwie ważne konsekwencje. Pierwsza jest następująca: kryterium oceny i
modlitwy chrześcijańskiej jest to, czy prowadzi ona do miłości, do nierozerwalnej
miłości Boga i bliźniego. Przywodzi mi to na myśl piękne zdanie z homilii
Grzegorza Wielkiego o proroctwie Ezechiela: "W całym Piśmie Świętym Bóg
mówi do nas tylko po to, by pociągnąć nas do miłości Boga i bliźniego"
(ks.1, hom. 10, 14). Jest to również kryterium oceny każdej medytacji i każdej
egzegezy Pisma Świętego. Medytacja chrześcijańska nie jest zamknięciem się w
intymności i prywatności, ale jako przygotowanie do wyjścia, do przezwyciężenia
samego siebie, jest ona drogą do miłości, dlatego ma podstawowy wymiar
społeczny. Drugą
konsekwencją jest to, że medytacja chrześcijańska ściśle wiąże się z historią
zbawienia i z jej obecnością w Kościele poprzez sakramenty święte. W istocie
bowiem, nikt nie jest w stanie jedynie mocą własnego "zapału"
osiągnąć syntonii z życiem Trójcy Świętej. Nasze usiłowania nigdy do tego nie
doprowadzą. W uznaniu tego zawiera się pokora przyzwolenia na to, ażeby pomógł
nam ten, który jedynie może nam pomóc, pokonał bowiem otchłań: Jezus Chrystus,
który będąc Synem jest również Pośrednikiem. Medytacja zakłada wiec komunię z
Chrystusem poprzez chrzest święty i Eucharystię. Ta komunia zaś jest
równocześnie osobistym wniknięciem w tę sferę, która już wcześniej została nam
dana, i sakramentem w swoim spełnieniu. Medytacja chrześcijańska sytuuje się w
historii, jest "historyczna", a zatem nigdy czysto
"transcendentalna". Historyczność oznacza, że znajduje ona swe
miejsce w historycznej wspólnocie Kościoła i jego sakramentów. Zawsze istniała
wielka pokusa traktowania historii wiary oraz historii Jezusa Chrystusa i Jego
sakramentów jako pierwszy stopień dla dusz mniej oświeconych, który później, w
wyższym stadium uduchowienia pozostawia się za sobą, by wreszcie pogrążyć się w
boskiej anonimowości, poza jakimkolwiek słowem czy pojęciem. Odtrącenie tego,
który nam pomaga, a którego pomoc zdaje się być już niepotrzebna na wyższym
stopniu, jest w rzeczywistości regresem: osoba zanurza się w osobie i nie
wychodzi już poza siebie. Wychodząc od
tych istotnych stwierdzeń wiary chrześcijańskiej, dokument może następnie
odpowiedzieć na powracające dziś nieustannie pytania natury praktycznej: w
jakiej mierze można włączyć do modlitwy te metody medytacji, które się wywodzą
z religii niechrześcijańskich (zwłaszcza dalekowschodnich) i jak daleko można
stosować taką syntezę. Odpowiedź, bez wnikania w zawiłości kazuistyki,
proponuje każdemu kryterium, znajdujące się w zasięgu ręki. Można przyjąć
wszystko i tylko to, co daje się połączyć z podstawową strukturą modlitwy chrześcijańskiej:
z jej personalistycznym i historycznym charakterem, z jej wymiarem społecznym,
tzn. z jej zasadniczym nastawieniem na miłość i codzienną posługę
chrześcijańską w świecie. Oznacza to przede wszystkim ograniczenie wszelkiego
rodzaju psychotechniki: żadna technika nie jest w stanie zastąpić pragnienia
wolności, które rodzi się w dążeniu do Boga. Tej wolności nic nie może
zastąpić. Różne techniki są do przyjęcia w takim stopniu, w jakim stanowią
pomoc w jej osiągnięciu. W tym kontekście dokument podkreśla cielesny wymiar
modlitwy: Modli się także ciało. Wewnętrzny proces modlitwy wyraża się w
modlitwie gestów, a dyscyplina ciała ze swej strony wpływa na stan ducha. Ważne
jest jednak zachowanie poprawnych współzależności. Poprzez określone techniki
można osiągnąć wrażenie spokoju i odprężenia, a nawet zjawiska światła i
ciepła (n.28), które jednak nie mają nic wspólnego z osobistym spotkaniem z
Bogiem, ani z prawdziwym zjednoczeniem mistycznym. Wymowa ciała musi mieć swe
podstawy we wnętrzu, a nie odwrotnie. Dlatego dokument kończy się także
proklamacją wolności: każda modlitwa ma swój indywidualny charakter, każda
istota ludzka bowiem staje przed Bogiem osobiście, jako konkretna osoba. I
właśnie w ten sposób otwiera się ona na drugiego człowieka. +++ [1] Przez określenie "metody wschodnie" rozumie się metody inspirowane hinduizmem i buddyzmem, jak "zen" lub "medytacja transandentalna" czy "joga". Chodzi wiec o metody medytacji niechrześcijańskiej Dalekiego Wschodu, które nierzadko są dziś praktykowane także przez niektórych chrześcijan w ich medytacji. Zasadnicze kierunki i metody zawarte w obecnym dokumencie zamierzają być punktem odniesienia nie tylko w stosunku do tego problemu, ale także - bardziej ogólnie - dla różnych form modlitwy praktykowanych dziś w Kościele, w szczególności w stowarzyszeniach, ruchach i grupach. [2] O Księdze Psalmów w modlitwie Kościoła, por. Institato generalis de Liturgia Horarum, n. 100 -109. [4] Dei verbum (konst. dogm.), n. 2. Ten dokument daje inne istotne wskazania dla teologicznego i duchowego zrozumienia modlitwy chrześcijańskiej; por. np. n. 3, 5, 8, 21. [8] Według pseudognozy materia jest czymś nieczystym, co niewoli duszę w pewnej niewiedzy, z której modlitwa ma ją uwolnić i podnieść do prawdziwej wyższej wiedzy, a w konsekwencji do oczywistości. Oczywiście, nie wszyscy byli do tego zdolni, ale tylko ludzie naprawdę duchowi; prostym wiernym wystarczała wiara i zachowanie przykazań Jezusa. [9] Messalianie byli ujawnieni już przez św. Efrema Syryjczyka (Hymni contra liaereses 22, 4, wyd. E. Beck, CSCO 169, 1957, p, 79); następnie przez Epifaniusza z Salaminy (Panarion nazwany także Advesus Haereses: PG 41, 156-1200; PG 42, 9-832) i Anfilochiusza, biskupa Ikonium (Contra haereticos: G. Ficker, Amphilochiana I, Leipzig 1909, 21- 77). [10] Por. np. św. Jan od Krzyża, Subida del Monte Carmelo, rozdz 7,11. [11] W średniowieczu istniały skrajne prądy w Kościele, które zostały opisane, nie bez ironii, przez jednego z wielkich kontemplatyków chrześcijańskich, Flamandczyka Jana von Ruysbroeka. Rozróżnia on w życiu mistyczym trzy typu błędów (Die gheestike Brulocht 228, 12-230, 17; 18-232, 22; 232, 23-236, 6) i przekazuje także ogólną krytykę dotyczącą tych form (236, 7-237, 29). Podobne techniki były kolejno określone i odrzucone przez św. Teresę od Jezusa, która zauważyła jasno, że "ta sma troska, aby nic nie myśleć, pobudzi umysł, aby wiele myśleć" i że pozostawienie z boku tajemnicy Chrystusa w medytacji chrześcijańskiej jest zawsze pewnym rodzajem "zdrady". (Por. św. Teresa od Jezusa, Vida, 12, 5 i 22, 1-5). [12] Wskazując całemu Kościołowi przykład i naukę św. Teresy od Jezusa, która w swoim czasie musiała odrzucić pokusę pewnych sposobów, które proponowały pominięcie natury ludzkiej Chrystusa na korzyść nieokreślonego zanurzenia się w głębię boskości, papież Jan Paweł II przypomniał w homilii 1 XI 1982 r., że wołanie Teresy od Jezusa o modlitwę w całości skoncentrowaną na Chrystusie "ma wartość także w naszych czasach, przeciw niektórym sposobom modlitwy, które nie czerpią natchnienia z Ewangelii i które w praktyce zmierzają do pominięcia Chrystusa na korzyść pustki myślowej, która w chrześcijaństwie nie ma sensu. Każdy sposób modlitwy ma wartość, o ile inspiruje się Chrystusem i prowadzi do Chrystusa; Drogi Prawdy i Życia (por. J 14, 6)". Por. Homilia Abulae habta in honorem Sanctae Teresiae, AAS,1983,75, 256-257. [13] Por. np. La nube della non-conoscenza ("Obłok niewiedzy") dzieło duchowe anonimowego pisarza angielskiego z XIV wieku. [14] Pojęcie "nirwany" jest rozumiane w tekstach religijnych buddyzmu jako stan spokoju, który polega na wygaszeniu wszelkiej rzeczywistości konkretnej jako przejściowej, a więc rozczarowującej i bolesnej. [15] Mistrz Eckhart mówi o zanurzeniu "w nieokreśloną głębię boskości", która jest "ciemnością, w której światło Trójcy nigdy nie rozbłysło". Por. Sermo Ave gratia piena (J. Quint, Deutsche Predigten and Traktate, Hanscr 1955, 261). [16] Por. Gaudium et spes (konst. duszp.), n.19: "Najwyższą racja godności człowieka stanowi jego powołanie do uczestnictwa w życiu Boga. Człowiek już od swego początku zapraszany jest do rozmowy z Bogiem: istnieje bowiem tylko dlatego, że Bóg go stworzył i wciąż z miłości zachowuje, a żyje w pełni wedle prawdy, gdy dobrowolnie uznaje ową miłość i powierza się swemu Stwórcy". [17] Jak pisze św. Tomasz odnośnie do Eucharystii: "... proprius effectus huius sacramenti est conversio hominis in Christum, ut dicat cum Apostolo: Vivo ego, iam non ego; vivit vero in me Christus (Gal 2,20)" (In IV Sent., d. 12 q. 2 a. 1). [18] Nostra aetate (dekl.), n. 2. [19] Św. Ignacy Loyola, Ejercicios espirituales, n. 23 i nast. [20] Por. Kol 3,5; Rz 6,11 nast.; Ga 5,24. [21] Św. Augustyn, Enarrationes in Psalmoc XLI, 8, PL 36, 469. [22] Św: Augustyn, Confessiones 3, 6,11, PL 32, 688, por. De vera Religione 39, 7, PL 34, 154. [23] Chrześcijański sens pozytywny "porzucenia" stworzeń przemawia w sposób przykładowy w osobie Biedaczyny z Asyżu. Święty Franciszek właśnie dlatego, że z miłości do Pana porzucił stworzenia, widzi je wszystkie wypełnione Jego obecnością i jaśniejące w ich godności stworzeń Bożych oraz śpiewa o nich tajemniczą pieśń bytu w swoim Kantyku stwonenia (por. C. Esser, Opuscula sancti Patris Francisci Assisiensis, Roma 1978, 83-86). W ten sposób pisze w Liście do wszystkich wiernych: "Wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i morzu, i w głębokościach otchłani (Ap 5,13) oddaje Bogu uwielbienie, chwałę i cześć oraz błogosławi Go, ponieważ On jest naszym życiem i naszą siłą. On, który tylko sam jest dobry (Łk 18,19), który tylko sam jest najwyższy, który tylko sam jest wszechmocny i godny podziwu, chwalebny i święty, godny czci i błogosławiony przez wszystkie wieki wieków. Amen" (tamże,124). Święty Bonawentura zauważa, jak w każdym stworzeniu Franciszek dostrzegał obecność Bożą i otwierał swoją duszę w wielkim hymnie wdzięczności i chwały (poc. Legenda S. Francisci rozdz. 9, n. 1, [w:] Opera omnia, Quaracchi 1898, t. VIII, 530). [24] Por. np. św. Justyn, Apologia I, 61,12-13, PG 6, 420-421; Klemens Aleksandryjski, Paedagogus I, 6 25 - 31, PG 8, 281- 284; św. Bazyli z Cezarei, Homiliae diversae, 13, 1, PG 31; 424-425; św. Grzegorz z Nazjanzu, Orationes, 40; 3, 1, PG 36, 361. [25] Dei verbum (konst. dogm.), n. 8. [26] Eucharystia określana przez konstytucję dogmatyczną Lumen gentium "źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego (n.11), sprawia, że "uczestniczymy rzeczywiście w Ciele Pańskim w niej "jesteśmy podniesieni do zjednoczenia z Nim" (n. 7). [27] Por. św. Teresa od Jezusa, Castillo Interor, IV, 1, 2. [28] Nikt z modlących się bez specjalnej łaski nie będzie dążył do całościowej wizji objawienia Bożego, którą św. Grzegorz rozpoznaje u św. Benedykta, albo do tego zapału mistycznego, z którym św. Franciszek z Asyżu kontemplował Boga we wszystkich Jego stworzeniach lub do wizji równie całościowej, jak dana św. Ignacemu nad rzeką Cardoner, w stosunku do której potwierdza on, że w istocie mogłaby zająć dla niego miejsce Pisma Świętego, "Noc ciemna" opisana przez św. Jana od Krzyża jest częścią jego osobistego charyzmatu modlitwy: każdy członek jego zgromadzenia nie musi przeżywać jej w ten sam sposób, aby osiągnąć tę doskonałość w modlitwie, do jakiej Bóg go wzywa. [29] Powołanie chrześcijanina do doświadczeń "mistycznych" może zawierać zarówno to, co św. Tomasz określa żywym doświadczaniem Boga za pośrednictwem darów Ducha, jak i formy nie dające się naśladować (o które nie należy się ubiegać) darowanie łaski. Por. św. Tomasz z Akwinu, Sumna Theologine, Ia IIae,1 c, a także a. 5 ad 1. [30] Zob. na przykład pisarzy starożytnych, którzy mówią o postawie modlącego się przyjętej przez chrześcijan na modlitwę Tertulian, De oratione XIV, PL 1,1170; XVII; PL 1, 1174-1176; Orygenes, De oratione XXXI, 2, PG 11, 550-553, a także o znaczeniu takiej postawy: Barnaba, Epistula XII, 2-4, PG 2,760-761; św: Justyn, Dialogus 90, 4 - 5, PG 6; 689-692; św. Hipolit, Rzymskie Commentarium in Dan. III, 24, GCS I, 168, 8 -17; Orygenes, Homil in Ex. XI, 4, PG 12, 337-378. O postawie ciała zob. także: Orygenes, De oratione XXXI, 3, PG 11, 553-555. [31] Por., św. Ignacy Loyola, Ejercios espirituales, n. 76. [32] Jak na przykład medytacja anachoretów hesychiastów. Hesychia lub spokój wewnętrzny jest uważany przez anachoretów za warunek modlitwy, w swojej formie wschodniej charakteryzuje się samotnością i technikami skupienia. [33] Ćwiczenie Modlitwy Jezusa, które jest powtarzaniem bogatej w odniesienia biblijne formuły wezwania i błagania (np. "Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną"), odpowiada naturalnemu rytmowi oddychania Odnośnie do tego zob.: św. Ignacy Loyola, op. cit., n. 258. [34] Por. 1 Tes 5,17, zob. także 2 Tes 3,8-12. Z tych i innych tekstów powstaje trudność: jak pogodzić nakaz nieustannej modlitwy z nakazem pracy? Zob. m.in., św. Augustyn, Epistula 130, 30, PL 33, 501-502 i św. Jan Kasjan, De institutis coenobiorum III, 1-3 (SC 109, 92-83). Zob. także Twierdzenie o modlitwie Afraate'a, pierwszego ojca Kościoła syryjskiego, a w szczególności n. 14-15, poświęcone tak zwanym "dziełom modlitwy" (por. J. Parisot, Afraatis Sapientis Persae Demonstrationes, IV, PS 1, 170-174). [35] Por. św. Teresa od Jezusa, Castillo Interior, VII, 4, 6. [36] Św. Augustyn, Enarrationes in Psalmos CXLII, 6: PL 37, 1849, zob. także Tract. in Ioh. IV, 9: PL 35, 1410: Quando autem nec ad hoc dignum se dicit, vere plenus Spiritu Sancto erat, qui sic servus Dominum agnonit, et ex servo wnicus fieri meruit.
|
|
[ STRONA GŁÓWNA | TEKSTY | LINKI | OJCIEC | DZIADEK |O MNIE |ARCHIWUM | E-MAIL ]
|