![]() |
|
Teresa Tyszkiewicz |
|
|
|
Nawrócenie
Muzułmanki Muzułmanie
(arab. muslim) wierzą w jednego wszechmocnego Boga Allaha, który swoją
wolę objawił przez proroków Mojżesza, Jezusa i Mahometa. Ten ostatni,
Mahomet, działając w latach 620-630 po Chr. podłożył podwaliny pod
doktrynę religijną islamu, którego świętą księgą jest Koran. Według
niej wyznawcę Allaha obowiązują rygorystyczne przepisy dotyczące
modlitw, postu, niektórych zasad moralnych i stosunku do innych religii.
Miejscem świętym jest Mekka, do którego pielgrzymka jest obowiązkiem
każdego pobożnego muzułmanina. Taką pobożną, wierzącą w Boga i
gorliwą muzułmanką była Nahed Mahmoud Metwalli, wykształcona,
inteligentna wicedyrektorka największego gimnazjum w stolicy Egiptu
Kairze. Dzięki zdolnościom i wielkiej ambicji doszła do tego stanowiska
w stosunkowo młodym wieku i w miejscu pracy zdobyła sobie niepodważalny
autorytet. Odznaczała się energią, stanowczością i szczególnie
surowym traktowaniem nauczycieli, wyznających chrześcijaństwo. Bali się
jej wszyscy, nawet dyrekcja musiała się z nią liczyć. Tak Nahed
prezentowała się na zewnątrz. "Wewnątrz było całkiem inaczej -
pisze w swoim pamiętniku. - Tam był człowiek wrażliwy i pełen miłości,
który kochał Boga. Tak, Panie, kochałam Ciebie z całego serca i bałam
się Ciebie. Jednak czułam się daleko od Ciebie. Ustawicznie szukałam
Boga, ale była zawsze ta bariera pomiędzy Nim a mną. Nie znajdywałam
żadnej drogi, ażeby ją przezwyciężyć. Modliłam się dużo i często
czytałam Koran... Chrześcijan nienawidziłam tylko dlatego, że nie
kochali Boga, którego ja kochałam. Oni nie modlili się do Niego, tak
jak ja... Było jednak coś, co mnie zbijało z tropu, nie miałam tego
wewnętrznego pokoju, który oni mieli, a którego ja pragnęłam".
Aby zbliżyć się do Boga, Nahed odbyła pielgrzymkę do Mekki.
"Pociągnij mnie bliżej do Siebie - modliła się - Pozwól mi
Siebie odczuć. Dotknij mnie. Może szatan moje uczucia próbuje zagłuszać".
Powróciła do domu jeszcze bardziej niespokojna, niż przedtem. Któregoś
dnia jej córka spytała, czy mogłaby poślubić chrześcijanina. Ostro
się przeciwstawiła. W szkole potrzebna była sekretarka. Władze oświatowe
spytały wicedyrektorkę, czy zgodziłaby się przyjąć sekretarkę z
bardzo dobrymi kwalifikacjami, ale wyznania chrześcijańskiego. "Nie
ukrywałam swojej odrazy do tej propozycji; chrześcijankę mieć za
szkolną sekretarkę, z którą będę miała codziennie do
czynienia". Ale przez wzgląd na dobre opinie o niej, a głównie o
jej uczciwości, zgodziła się. Nowa sekretarka miała na imię Samiah.
Kiedy przyszła się zgłosić do pracy, przyjęła ją Nahed zamiast
dyrektorki, bo była ciekawa, jaka ona jest. "Byłam urzeczona
sposobem, w jaki na mnie patrzyła. Pozdrowiłam ją lekceważącym uśmieszkiem,
co jednak nie zbiło jej z tropu. Naturalnie, zauważyłam, że nosiła duży
skórkowy krzyż". Następnego dnia znów odbyła się rozmowa, która
zrobiła na Nahed silne wrażenie: "Ona była zupełnie inna od tych
osób, które znałam. Ona była silna, odważna, a jednak bardzo
uprzejma, przekonywująca, pewna siebie. Nie niepokoiła się moim
wpatrywaniem się w nią. Ona ma to, czego mi brak, a czego szukam - pomyślałam.Po
raz pierwszy w życiu poczułam się mała. Pomimo, że miała trzydzieści
lat, a ja czterdzieści pięć, czułam się jak ta młodsza. Zaczęłam
jej przedstawiać, jak mają się kształtować nasze stosunki w pracy. Ku
mojemu zdziwieniu, chciała mi moją pracę bardzo ułatwić i była
gotowa większą jej część przejąć. Dała mi odczuć, że mnie lubi.
Ale dlaczego? Pewnie wszyscy chrześcijanie w szkole już ją ostrzegli,
czego ode mnie może oczekiwać. Podziwiałam ją i zaczęłam ją lubić.
Ona miała inny sposób mówienia, łagodny głos, była taktowna i
uprzejma. Była całkowicie inna niż ja. Jej oczy miały ten z wewnątrz
pochodzący wyraz pełen pokoju". "To było jednego dnia w październiku
1987 roku, gdy już godzinami z sobą rozmawiałyśmy i wcale nam się nie
dłużyło. Wtedy zapytałam ją: «Semiah, czy wierzysz w Boga?»
Potakując odpowiedziała: «Nie ma żadnego boga oprócz Boga».
Nie dowierzałam własnym uszom, tak byłam zaskoczona i zszokowana.
Zdumiona zapytałam ją znowu: «Czy chrześcijanie wierzą w jednego
Boga?» Ona odpowiedziała z przekonaniem: «Tak. Jeden Bóg.
Amen». Powiedziałam, jak to rozumiałam: «Wierzycie, że
Chrystus jest Bogiem, a Maryja Panna też». «To byłby
politeizm - odpowiedziała - a my nie jesteśmy żadnymi politeistami.
Wierzymy w jednego Boga. Maryja Panna jest matką Chrystusa, ale nie jest
żadnym Bogiem». Poczułam, jakby jakaś wielka piramida zawaliła
się w tym momencie. Chrześcijaństwo wierzy w jednego Boga! Nie rozumiałam
chrześcijaństwa. W mojej niewiedzy byłam w stosunku do chrześcijan nie
w porządku. Przypomniałam sobie wszystko, co im uczyniłam, jakie im
wyrządziłam krzywdy. Odezwałam się: «Opowiedz mi o wierze chrześcijańskiej».
Gdy zaczęła mówić, poczułam zapach spalającego się kadzidła. Coś
niesamowitego! Takiego zapachu jeszcze nigdy nie czułam. Nie byłam
pewna, czy to jest sen, czy rzeczywistość". Taki był początek
drogi Nahed do chrześcijaństwa. Nie było to łatwe. W gorącej
modlitwie prosiła Boga, aby jej wskazał właściwą drogę do Siebie.
Wiedziała, jakie mogą być konsekwencje przyjęcia chrześcijaństwa
przez muzułmanina. Ale swoje życie była gotowa złożyć w ofierze,
byle odnaleźć prawdę. Prosiła Boga, by ją ukazał. I wtedy w wizji
sennej zobaczyła Jezusa Chrystusa, pełnego miłości, łagodności,
przyjaźni. Przeniknięta błogosławieństwem, pociechą, pokojem i szczęściem
patrzyła na Niego i rozmawiała z Nim. Nahed przyjęła chrzest. Szczęście
odnalezienia Boga, pełnego miłości, bliskiego człowiekowi, przepełniało
ją do tego stopnia, że nie czuła już lęku, który tyle lat jej
towarzyszył. "Kto swoje życie z otwartym sercem składa, Boże, w
twoje ręce, dla tego człowieka planujesz życie i porządkujesz je.
Tobie wieczna cześć i chwała. Twoja mądrość przewyższa każde
ludzkie rozumienie". Przebywając w środowisku chrześcijańskim,
Nahed chętnie opowiadała o swojej drodze do poznania Boga. Jej świadectwo
nagrywano na taśmę, gdyż było cenne dla tych, którzy Boga szukali.
Przez nieostrożność jedna z tych taśm dostała się w ręce Urzędu
Bezpieczeństwa. I teraz zaczęła się dla Nahed droga, którą
zapowiedział jej Chrystus, ukazując się na krzyżu. Porzucenie religii
muzułmańskiej w krajach, gdzie jest ona religią panującą, jest uważane
za zdradę państwa, za ciężkie przestępstwo polityczne. Ponieważ w
rodzinie Nahed było wiele osób na wysokich stanowiskach, przed neofitką
stanęły trzy możliwości: 1) pójść do Urzędu Bezpieczeństwa i tam
wobec funkcjonariuszy i świadków ze swej rodziny stwierdzić, że kaseta
została sfałszowana, odwołać całą jej treść i nagrać nową kasetę
z tym oświadczeniem, 2) rodzina będzie zobowiązana do umieszczenia jej
w zakładzie dla umysłowo chorych i oświadczenia, że od młodości
cierpiała na zaburzenia psychiczne, 3) rodzina może ją zabić i nikt
nie będzie wszczynał śledztwa w tej sprawie. Już zaczęły się
aresztowania i prześladowania osób ze środowisk chrześcijańskich, z
którymi się kontaktowała. Rodzina była gotowa wypełnić zalecenia
organów bezpieczeństwa. Nahed zaczęła się ukrywać. Uciekając z
miejsca na miejsce, śledzona, ścigana jak zwierzę łowne, niepewna
jutra, całą swoją ufność złożyła w ręce Boga. I nie zawiodła się.
Wielekroć w sposób zupełnie cudowny przedostawała się przez ciasne
oczka zastawionej na nią sieci. W końcu udało się jej razem z córką
pod przybranymi nazwiskami udać się samolotem do innego kraju. Tam mogła
spisać swoje życie, przynaglana Bożym natchnieniem. W epilogu pisze:
"Panie, błogosław to, co napisałam, ażeby przyniosło błogosławieństwo
tym, którzy będą to czytać lub słuchać. O mój Panie, który moje
serce przemieniłeś z kamienia, dotknij wszystkich ludzkich serc, ażeby
Ciebie poznały, Ciebie kochały i swoje życie mogły złożyć w Twoje ręce.
Tyś je wszystkie pierwszy umiłował". Przedziwne losy Nahed,
opisane w jej autobiografii, zostały przetłumaczone na język polski i
wydane jako książka Moje spotkanie z Chrystusem. Autorka
figuruje w tym wydaniu pod nazwiskiem Fibi Abdel Missih Saleb. Książkę
można otrzymać zamawiając ją u tłumaczki s. Marii Musioł. Boleżcin
23/4, 55-100 Trzebnica.
|
|
[ STRONA GŁÓWNA | TEKSTY | LINKI | OJCIEC | DZIADEK |O MNIE |ARCHIWUM | E-MAIL ]
|