|
|
Urodziłem się 18 stycznia 1971 roku w Garwolinie. Dość
szybko stałem się chrześcijaninem, bo jako pierworodne
dziecko płci męskiej i płaczące nie wiedzieć czemu (tak
stwierdził lekarz), zaniesiono mnie szybko 2 lutego 1971
roku do kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny w Maciejowicach. W uroczystość
Ofiarowania Pańskiego przyniesiono mnie do kościoła.
Chrzestnych znaleziono (złapano) na Mszy św., a że było
to Matki Bożej Gromnicznej to i chrzestny miał też swoją
gromnice.
Po chrzcie zaniesiono mnie do lekarza, który stwierdził,
że jestem zupełnie zdrowy. Czy wtedy zostałem
konsekrowany, oddany na służbę Bogu? Może tak było...
ponieważ stałem się chrześcijaninem, czyli zanurzonym w
Chrystusie, a więc należącym tylko do Chrystusa. Stałem
się Jego własnością.
Mimo tego, że byłem ochrzczony i że chciałem być
dobrym człowiekiem, lecz jednak wcale mi to nie wychodziło.
Pogubiłem się w tym wszystkim już w szkole podstawowej -
najgorszy okres w moim życiu. W technikum elektronicznym,
gdy byłem w 5-tej klasie Pan Jezus wyzwolił mnie ode mnie
samego. A jak to się stało? Otóż wiele razy mówił do
mnie na różne sposoby, przez znaki czasu i przez ludzi.
Takim wymownym znakiem dla mnie był wypadek samochodowy tzw.
dachowanie. Jak to wyglądało? A tak. Rodzice kupili
samochód, który za tydzień od zakupu postanowiliśmy z
moim bratem, że go wypróbujemy jak się prowadzi. Zawsze
wtedy jeździłem bez zapiętych pasów bezpieczeństwa.
Wtedy, gdy tak szarżowałem, przyszło słowo mocnego
przynaglenia: "Zatrzymaj się i zapnij pasy!"
Słyszałem te słowa nie uszami, ale sercem. Tak też
zrobiłem. Zapiąłem pasy. Bratu też kazałem to zrobić i
spojrzałem w lusterko, a potem jeszcze bardziej w lewo i
zobaczyłem kapliczkę przydrożną, Matkę Bożą
Niepokalanie Poczętą. Wiem teraz, że Jej modlitwa nas
ocaliła, bo też za jakiś kilometr może trochę więcej
samochód wpadł w poślizg i zatrzymał się na dachu.
Samochód zniszczony. Nam nic się wtedy nie stało. A był
wtedy listopad.
16 grudnia 1990 r. w niedziele pojechałem do
Warszawy na bazar przy Wolumenie, aby kupić części do
mojej pracy dyplomowej (generatora krat, do ustawiania
geometrii obrazu w telewizorze). Gdy wracałem z zakupów,
Pan Jezus posłużył się moim zmęczeniem. Wsiadłem nie w
ten co zamierzałem pociąg i zasnąłem. Gdy się
obudziłem, stwierdziłem, że jadę nie tam gdzie chciałem.
Wysiadłem z tego pociągu i uświadomiłem sobie, że nie
byłem na Mszy św. i że dzisiaj jest czas na spowiedź,
której od tak dawna pragnąłem. Tak też się stało. W
oktawę od uroczystości Niepokalanego Poczęcia
Najświętszej Maryi Panny, na Mszy św. dla dzieci
przeżyłem spowiedź z całego mojego życia. Po tym
spotkaniu z Miłosiernym Panem Jezusem stałem się
rzeczywiście, jak nowonarodzone dziecko. Rozpocząłem nowe
życie z Jezusem, który ciągle mnie zaskakuje swoją
miłością i prowadzeniem. Po tym fakcie dowiedziałem się,
że jestem zapisany na spotkanie młodzieży Taize w Pradze.
To był święty czas wyciszenia i refleksji nad własnym
życiem, a przede wszystkim czas wsłuchiwania się w to co
"mówi Duch". Codziennie czytałem Pismo Święte,
Słowo Boga, które było tak żywe i tak aktualne do mojej
sytuacji życiowej, że nie mogłem być wobec tego wołania
Bożego obojętnym. Wtedy dopiero pomyślałem sobie, że Pan
Bóg chce, abym był cały Jemu oddany, konsekrowany. Dlatego
też zaraz po maturze 1991 roku wstąpiłem do Wyższego
Metropolitalnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela
w Warszawie. Czas pobytu w Seminarium, był dla mnie
najpiękniejszym czasem w całym moim dotychczasowym życiu,
ponieważ był to czas z Jezusem. Wtedy doświadczyłem
powiedzenia, że ludzie dzielą się na szczęśliwych i
nieszczęśliwych. Szczęśliwi, to ci, którzy poznali i
pokochali Jezusa Chrystusa, a nieszczęśliwi, to ci, którzy
jeszcze nie przyjęli Bożej Miłości, a przez to nie znają
Boga.
W Seminarium związałem się z Ruchem Odnowy w
Duchu Świętym. Przez dwa lata byłem też
bibliotekarzem w Bibliotece
seminaryjnej, dzięki czemu związałem się też z
Internetem.
24 maja 1997 roku w Bazylice Archikatedralnej Św. Jana
Chrzciciela w Warszawie z rąk Jego Eminencji Józefa
Kardynała Glempa Arcybiskupa Metropolity Warszawskiego
Prymasa Polski przyjąłem święcenia prezbiteratu.
Ten święty dar przerasta mnie i dlatego za ks. Janem
Twardowskim mogę powiedzieć:
"Własnego
kapłaństwa się boję,
Własnego
kapłaństwa się lękam,
I
przed kapłaństwem w proch padam
I
przed kapłaństwem klękam."
Do czerwca 1999 roku byłem wikariuszem w parafii Miłosierdzia Bożego w Grójcu.

Od 1 października 1999 roku zgodnie z wolą
Księdza Prymasa rozpocząłem doktoranckie studia specjalistyczne z Teologii Fundamentalnej na
Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.
Jeśli
jeszcze nie chcesz wracać, a chcesz poznać
ks.
Jarosława Mazurka, to kliknij tutaj.
|