KS. JERZY SZYMIK

 

 

Czy trzeba być wierzącym, aby być dobrym?  

[...] pewien człowiek [...] pytał Go: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekły «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg«.

(Mk 10, 17-18)

Pytanie wpisane w tytuł naszej refleksji tylko z pozoru i na pierwszy rzut oka brzmi prosto i jasno. W gruncie rzeczy jednak zawiera w sobie problemy, na temat: których napisano całe biblioteki książek. Bo: co to znaczy „być wierzącym"? Co to znaczy „być dobrym"? Czy nieosobowe (gramatycznie i merytorycznie!) słowo „trzeba" oraz spójnik „aby" (łączące w polszczyźnie zdanie nadrzędne z podrzędnym!) obejmują całe bogactwo i zakres relacji między „wiarą" i „dobrem"? Bo na przykład (zapytajmy przekornie, aczkolwiek na pewno nie bez sensu) czy nie jest akurat odwrotnie, tzn. czy nie trzeba być dobrym, aby być wierzącym (naprawdę!). Pytania można by mnożyć. Te, już wyrażone, niech będą ilustracją złożoności i wewnętrznej komplikacji pozornie tylko prostego tytułowego pytania.

Zostawmy jednak na boku wszelkie zawiłości natury filologicznej, filozoficznej, teologicznej. Aczkolwiek pamiętajmy o nich - by nie upraszczać nadmiernie.

Spróbujmy więc potraktować problem najzwyczajniej zdroworozsądkowo, zgodnie z pierwszą intuicją rozumienia, tzn. zapytać, czy sfera etyki jest zależna od naszej świadomie kształtowanej (wybieranej w wolności) więzi z Bogiem?

Spróbujmy najpierw odpowiedzieć „nie". Bóg, jedyny „Dobry" (por. motto, a także Mt 19, 17 i Łk 18, 19), jest większy niż ludzka wiara, wszechmocny i suwerenny, może więc rozsiewać ziarna dobra poza „granicami wiary", poza Kościołem. Odpowiedź taka mogłaby znaleźć swoje potwierdzenie w długiej tradycji uniwersalnej myśli teologicznej sięgającej swoimi korzeniami samego św. Justyna Męczennika (ok. 100-167). Objawienia, które dokonało się w Jezusie Chrystusie („Logosowego" - jak mawiał, a właściwie pisał Justyn), nie wolno zacieśniać do samego chrześcijaństwa - twierdził wielki Apologeta. Niepojęty dla człowieka i „wymykający się" ograniczonym, ludzkim pomysłom Bóg rozsiewa nasiona Logosu (spermata tou logou, logoi spermatikoi), czyli odwiecznego Słowa - Jezusa Chrystusa, tam, „gdzie chce" (por. J 3,8). Homer i Empedokles, Sokrates i' Platon, Heraklit i Arystoteles uczestniczyli (nieświadomie!) w świetle, jakie rozniecała Najwyższa Prawda. Nie wierząc - dodajmy... Świat bowiem - nauczał Justyn ­od pierwszej iskry rozumu, poznania i prawdy miał w sobie cząstkę Pełnego Logosu (ho pas Logos), czyli Jezusa Chrystusa. Bóg semper maior - zawsze większy od naszych miar. Także od „bycia wierzącym".

Idea Justyna. na tysiące sposobów przetwarzana i ponawiana w ciągu następnych kilkunastu wieków, zasługuje na najwyższą uwagę (por. choćby posoborową ideę „kręgów zbawienia" - KK 14-17, czy teorię „anonimowych chrześcijan" Karla Rahnera). Przede wszystkim dlatego, że uczy nas, chrześcijan, pokory, czyli mądrości.

Ale spróbujmy teraz odpowiedzieć na tytułowe pytanie „tak". Bo przecież w jaki sposób mieć dostęp do dobra; będąc odciętym (niewierzącym) od źródła dobra, od Boga (por. jeszcze raz motto)? Bo przecież „«wiara jest początkiem naszego zbawienia» (Fulgencjusż z Ruspe, De fide ad Petrum), fundamentem i korzeniem wszelkiego usprawiedliwienia; «bez niej niemożliwą jest rzeczą podobać się Bogu» (Hbr 11,6), ani osiągnąć dziedzictwo Jego synów" - pouczają ojcowie Soboru Trydenckiego w Dekrecie o usprawiedliwieniu (rok 1547).

Wierzymy - jako chrześcijanie - że największym nieszczęściem ludzkiego umysłu i serca jest ateizm, pośrednio także agnostycyzm, prowadzący przecież zawsze do ateizmu w sferze moralnych wyborów („jeśli Boga nie ma, wszystko wolno" - to z Dostojewskiego, proroka wszelkich szaleństw i zbrodni XX wieku). Ateizm jest bowiem nieprawdą o człowieku i świecie, ostatecznie o rzeczywistości jako takiej. A nic tak nie szkodzi dobru, nic tak nie nadwątla (niszczy, niweczy; podcina) jego korzeni - jak nieprawda. Ateizm jest wyborem nieprawdy. Zawinionym lub niezawinionym, świadomym lub nieświadomym - nie sądźmy. Zawsze jednak faktycznym.

Extra Ecclesiam nulla salus.:. Poza Kościołem nie ma zbawienia. Co współcześnie reinterpretujemy: tam gdzie zbawienie, tam Kościół.

Wspólnota wiary w Kościele jest podstawowym źródłem naszego dobra. Sami z siebie jesteśmy przecież grzesznikami...

Chrześcijanie to ludzie, którzy biorą na serio fakt, iż uświęca ich Święty Trójjedyny Bóg i są sobą tylko wtedy, kiedy ich życie jest przedłużeniem wewnętrznego życia Boga. Jaki to ma związek z konkretem naszej codziennej egzystencji, z byciem, z działaniem, cierpieniem dla innych, z tworzeniem małych wspólnot opartych na fundamencie prostej miłości, wspólnot, które składają się na wspólnotę Kościoła, można przeczuć dopiero przypomniawszy zasadę sięgającą głębi tajemnicy Boga. Wspólnototwórcza jedność - jako dar i zadanie - znajduje swój prawzór w jedności wspólnoty Trójjedynego. Istota bycia chrześcijaninem jawi się w tym świetle jako „bycie-wzajemnie-dla-siebie", a wspólnota naturalnym środowiskiem życia i rozwoju Chrystusowego ucznia. Hans Urs von Balthasar w jednej ze swoich prac na temat communio sanctorum pisze: „Gdyby istniały definicja Boga, należałoby ją tak właśnie sformułować: jedność jako, bycie-wzajem-dla-siebie. Co my w braku lepszego słowa określamy jako Osoby Boskie, jest warunkiem tego, że w Bogu może istnieć czyste bycie-wzajemnie-dla-siebie". Ono to stanowi podstawę istoty Kościoła, specyfiki chrześcijańskiej wspólnoty, ono sprawia, że gdyby należało stworzyć definicję relacji międzyludzkich wzorowanych na swym źródle, Trójjedynym Bogu, brzmiałaby ona: bycie-wzajemnie-dla-siebie.

Stanowimy system naczyń połączonych. Z Bogiem i między sobą. Jeśli Bóg ma jakieś sposoby rozsiewania ziaren dobra, nasion Logosu, „Justynowych" logoi spermatikoi - nic nam do tego: niech będzie uwielbiony.

Ale drogą do „bycia dobrym, drogą, którą objawił w Panu naszym, Jezusie Chrystusie, jest „bycie wierzącym" we wspólnocie Kościoła, poza którym nulla salus.

Nie ateizm, ale wiara jest prostą i objawioną drogą do człowieczego dobra.

Pytanie o wiarę (o „bycie wierzącym") jest w sumie pytaniem o Kościół (o jego rolę w „byciu dobrym"). Zauważa kard. Joseph Ratzinger: „tylko ten kto doświadczył jak [...] Kościół dźwiga ludzi, daje im ojczyznę i nadzieję, ojczyznę, która jest nadzieją: drogą do życia wiecznego, tylko ten, kto doświadczył tego, wie, czym jest Kościół zarówno niegdyś, jak i obecnie" [podkr. - J. Sz.].

Właśnie - kto doświadczył... Być może całe nasze rozważanie jest niewiele znaczącą teorią. Być może dopiero egzystencjalne doświadczenie „bycia w Kościele" rzuca jasny snop światła na relację między „byciem wierzącym" i „byciem dobrym". I na zależność między tytułowym „trzeba. . . aby".

 
   
 

[ STRONA GŁÓWNA | TEKSTY | LINKI | OJCIEC | DZIADEK |O MNIE |ARCHIWUM | E-MAIL ]